Ależ mamy w tym miesiącu zupełnie nieksiążkowy, ale za to niezwykle wdzięczny i smaczny temat! Będziemy mówić o jedzeniu, a konkretnie o naszych ulubionych smakach! Nie będę ukrywać, że jest to jeden z moich ulubionych tematów. 
Należę to tej szczęśliwej grupy osób, które mają w żołądku czarną dziurę. Mogę wrzucać w siebie tony jedzenia, słodyczy i wszystkiego. O każdej porze dnia i nocy. I nadal bez problemu mieszczę się w jeansy z podstawówki, a moja waga przekroczyła 40 kg tylko wtedy, kiedy byłam w ciąży (uprzedzam pytania – nie, nie jestem chora, po prostu tak mam. Możecie zazdrościć :)). 

Herbata

To jest mój napój życia. Herbatę pochłaniam w ilościach hurtowych. Każdą. Czarną, białą, zieloną, owocową. Biorę wszystkie. W każdej ilości. Od herbaty rozpoczynam swój dzień, z herbatą go kończę. Z herbatą czytam książki, z herbatą o książkach piszę. Piję ją, oczywiście, nawet teraz, pisząc ten post. Kawa może dla mnie nie istnieć. I choć oddałabym duszę za zieloną herbatę z jaśminem lub mandarynką, to najczęściej sięgam po zwykłą czarną z cytryną. U nas w domu panuje taka niepisana zasada, że może zabraknąć chleba czy masła, ale herbaty i cytryny nigdy! I ziemniaków, ale to już działka mojego Ślubnego.  

Pizza

Pizzę uwielbiam każdym atomem swojego ciała. Pizzę mogę jeść codziennie (czego mój Ślubny zrozumieć nie może, bo on to tylko ziemniaki). Ale… to musi być dobra pizza. Nie będę zachwycać się pizzą, tylko dlatego, że jest okrągła i ktoś powrzucał na nią jakichś składników. O nie! PIZZA MUSI BYĆ DOBRA. A, niestety, coraz rzadziej można na taką trafić. Mam swoje ulubione restauracje (jedna z nich jest nawet u mnie na wsi!), gdzie nigdy się nie zawiodłam i pizzę jadam tylko tam (lub stamtąd, gdy zamawiam do domu). Obok idealnego ciasta, najważniejsze są składniki. Jestem minimalistką także pod tym względem, więc zwykle jadam po prostu capriciose (ser, szynka, pieczarki), od czasu do czasu pozwalając sobie na szaleństwo w postaci dodatkowej cebuli czy papryki. 

Makaron

Kocham miłością nieskończoną. Kocham makaron bardziej niż jakiekolwiek inne jedzenie występujące na tej planecie (tego mój Ślubny też nie rozumie, bo on to tylko ziemniaki). Kiedyś byłam we Włoszech na wycieczce. Nie przywiozłam sobie żadnych pamiątek, bo wszystkie pieniądze wydałam na jedzenie! Prawdziwa historia. Ale nikt nie umie zrobić tak dobrze spaghetti bolognese jak… ja. Poza najpopularniejszym rodzajem makaronu, zajadam się też bez opamiętania tagiatelle ze szpinakiem i suszonymi pomidorami oraz zwykłymi świderkami z najzwyklejszym gulaszem. Gdy jem rosół, to jem raczej makaron z rosołem. Gdy jem pomidorową, to jem raczej makaron z dodatkiem pomidorowej, itd. Ba! Jestem szczęśliwa nawet wtedy, gdy jem po prostu suchy makaron bez niczego (a już taki lekko podsmażony na samym masełku!). 
Nierzadko doskwiera mi deficyt makaronowy, bowiem mój Ślubny to tylko ziemniaki, więc chcąc zjeść spaghetti muszę gotować dwa obiady. A zrobienie mojego idealnego sosu jest dość czasochłonne. Gdy bardzo brak mi makaronu w życiu, zwyczajnie zadowalam się chińską zupką. Lepszy wróbel w garści… 

Steaki

Jeszcze niespełna trzy lata temu, nie wiedziałam, czym jest steak. Na myśl o krwistym mięsie nie czułam raczej ekscytacji. A potem mój mąż zabrał mnie na pierwszą randkę do restauracji. Makaronu nie zamówię, bo wciąganie klusek bywa mało seksowne, pizza raczej też odpada w przypadku romantycznej kolacji. Zostałam więc przy greckiej sałatce, a on zamówił krwisty steak. Ta krew na tym talerzy też raczej nie była seksowna. Widząc mój wzrok, zapytał, czy w ogóle kiedyś próbowałam. Nie próbowałam. Aż do wtedy. Uwierzcie mi, że miałam ochotę wrzucić tę sałatkę do kosza i iść zamówić steaka. Od tej pory zawsze, gdy jesteśmy w restauracji, jem krwistą wołowinę. Choć oboje jesteśmy zgodni co do tego, że ja opanowałam przyrządzanie tego dania do perfekcji. 

Sery

Ser uwielbiam w każdej postaci. Szczególnie umiłowałam sobie chrupki serowe potocznie zwane u nas w domu chrupkami-śmierdziuszkami. Sery kocham jednak w każdej postaci. Normalne, pleśniowe, topione, półtopione, białe, na ciepło, na zimno… Nachosy serowe z serowym dipem to jedna z tych przekąsek, których nie odmawiam nigdy. Nie zważam nawet na czającą się na mnie zgagę. Za sery mogę życie oddać tak szczerze, jak mój Ślubny za ziemniaki. 

Kisiel/owoce leśne 

Zacznę od kisielu, który jest moim najlepszym przyjacielem i towarzyszem długich zimowych wieczorów. Nie jem zbyt wielu słodyczy, żyć mogę bez czekolady i innych łakoci. Kisiel zastępuje mi wszystkie słodkości. Szczególnie ten o smaku owoców leśnych. 
A skoro już jesteśmy przy leśnych owocach, to jest to w ogóle jeden z moich ulubionych smaków: soki, syropy, herbaty, dżemy. Gdy mam wybór, zawsze wybieram owoce leśne! 
Udało się jakoś dobrnąć do końca tego postu. Moje ślinianki są na wykończeniu, cud wielki, że się nie odwodniłam, bo zaśliniłam całą klawiaturę. W międzyczasie zamówiłam też pizzę. Idę więc teraz ślinić szybę w oczekiwaniu na dostawcę. 
Pozdrawiam Was kochani! Idźcie zjeść coś dobrego!