Targowy Stosik
    Jeżeli ktoś twierdzi, że Polacy nie czytają, bądź że odsetek tych czytających jest niewielki, to chyba nigdy nie był na Targach Książki. Ogromny tłum i książkowe pozycje znikające z księgarnianych stoisk w zastraszającym tempie całkowicie zaprzeczają wszelkim statystykom. Niemal kilometrowe kolejki ludzi oczekujących godzinami na autograf od lubianego autora świadczą o tym, że aktualnie młodzież znajduje sobie idoli nie tylko wśród hollywoodzkich celebrytów. Więc nie jest chyba tak źle, jak mówią. Ja myślę, że to pokolenie jest w stanie uratować tę (podobno) zanikającą już umiejętność czytania. Na domiar (nie)złego czyta nie tylko młodzież. Wśród targowych gości znalazły się ludziki tak maleńkie, które książki jeszcze pewnie na oczy nie widziały oraz te, które w swoim życiu widziały już wszystko  a więc pełny przekrój wiekowy.
     Wszystkich obecnych w Hali EXPO Kraków połączyła wieczna i duszę uskrzydlająca miłość do literatury wszelakiej, a niektórych również brak zdrowego rozsądku podczas zakupowego szału. Idea zaiste szlachetna i piękna. Swoją drogą dziwi mnie, że kupiłam tylko dwie książki, biorąc pod uwagę moje psychiczne skrzywienie i fobię przed pozostawieniem jakiegokolwiek samotnego i cicho płaczącego woluminu na księgarnianej półce. Tylko dwie książki, chociaż targowy nastrój euforii bez wątpienia i mi się udzielił.
     Unoszący się w powietrzu zapach papieru i tonera… ach! Nie, nie było tak. Wyczuwalny był jedynie zapach jedzenia oraz potu. Nie miało to natomiast wpływu na moją euforię, a przysadka mózgowa postanowiła mnie oszukać, wprowadzając w błąd nos. Więc świadoma zapachu potu, czułam jedynie woń nowych książek  zmaterializowanej formy szczęścia.
   Całkiem przyjemną materializacją abstrakcyjnego pojęcia szczęścia byli pisarze, autorzy, historycy, dziennikarze, których można było spotkać wszędzie, zamienić z nimi kilka słów. Ja osobiście jechałam na tę imprezę, mając na celu uściśnięcie dłoni Marty Kisiel, i udało mi się to. Ba! I to jeszcze jak! Miło patrzyło się również na Wojciecha Cejrowskiego, Remigiusza Mroza (aha!) czy Panią Elżbietę Cherezińską, która jest właścicielką niesamowicie miłego uśmiechu. Natomiast Bernard Minier okazał się najpiękniejszym człowiekiem, jakiego w życiu dane mi było oglądać. I chodzi tu o jakąś aurę, którą wokół siebie roztoczył, o spojrzenie pełne ciepła, o oczy dające poczucie błogości i bezpieczeństwa. Muszę nadrobić zaległości i sięgnąć po jakąś książkę, która wyszła spod pióra tej zaprawdę ujmującej istoty.
     Oczy moje radował widok dzieci, które przeżywały swoje uniesienie na widok stoisk z literaturą dla najmłodszych, a symfonią dla moich uszu była zażarta dyskusja dwojga dziesięciolatków o sensie istnienia jakiegoś Kapitana. Coś pięknego. Brawa zatem dla rodziców, bo w dzisiejszych czasach to sztuka prawie ekstremalna!
     Chociaż w Targach uczestniczyłam po raz pierwszy, jestem przekonana, że nie ostatni. Zatem czy tego chcecie, czy nie    widzimy się za rok! 
Jedna tylko mała uwaga do Organizatorów (którzy zapewne mają lepsze rzeczy do roboty niż czytanie moich napisanych w pocie czoła pochwał i apeli): a może by tak wprowadzić jakąś organizację ruchu, strzałki na podłodze wskazujące “kierunek zwiedzania”?
Najpiękniejsza pamiątka!
     Przez pewien rozwój dziwnych przypadków miałam możliwość znalezienia się w miejscach, o których nie miałam pojęcia, z ludźmi, o których nawet mi się nie śniło, za co serdecznie dziękuję. Poniekąd spełnienie marzeń i to spełnienie takie, jakiego życzy się wszystkim przy różnego rozaju świętach. Tak że wszystko przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Szczególne podziękowania tutaj należą się Secrusowi z Tramwaj Nr 4 , za to, że przez całe dwa dni mi towarzyszył. Bez niego pewnie by mnie tam nawet nie było, tak że tego… no… dzięki!
     Teraz czeka mnie dużo pracy nad recenzjami książek, które udało mi się zdobyć. I innymi też.
Dożywocie pójdzie na pierwszy ogień, po niemal rocznej przerwie od recenzowania. Co to będzie, co to będzie?