„Jak miałem dziewiętnaście lat, chodziłem z irokezem po ulicach Częstochowy” – wywiad z debiutantem Rafałem Cuprjakiem

Fot. Marzena Cuprjak-Wagner, Spotkanie autorskie

Żadnego uważnego czytelnika Mebelków nie ominęła zapewne recenzja debiutanckiej powieści Rafała Cuprjaka Po drugiej stronie. Kogo jednak ominęła, tego zapraszam tutaj. 
Miłą rozmowę z Rafałem odbyłam w herbaciarni Cafe Belg w Częstochowie, popijając ciepłą herbatę i zimne piwo. Dziś prezentuję pierwszą jej część, a druga pojawi się w przyszłym tygodniu w wersji audio! Cobyście oczu nie męczyli!
Sylwia: Do kogo chciałeś dotrzeć poprzez swoją pierwszą książkę Po drugiej stronie?
Rafał: Najlepiej do każdego. Znaczy do kogo jest skierowana, bo to pewnie o to chodzi – do czytelnika lubiącego wyzwania, do czytelnika lubiącego pomyśleć, zastanowić się nad tym, co czyta, do kogoś lubiącego pomęczyć się przy książce.
S: Nie jestem pewna, czy pomęczyć, ale fakt – jest bardzo wiele bardzo wyrazistych postaci. Nie gubiłeś się w trakcie pisania?
R: Zaczęło się i książka rosła. Pierwszymi bohaterami byli Cypis i Monika, i później dobudowywałem resztę bohaterów, powstawali nowi. Moja wyobraźnia zaczęła się napędzać, było tego coraz więcej i stąd to wyszło, stąd aż tylu.
S: Od początku znałeś losy bohaterów, czy raczej Ty podążałeś za nimi?
R: Główny motyw schroniska to była pierwsza myśl. Zaczęło się od pomysłu na opowiadanie o schronisku i o nożu. I tak jak już mówiłem, wcześniej pierwszym tytułem był Nóż, a jedynym miejscem akcji było schronisko. Tak właściwie zaczęło to ewoluować w ten sposób, że przybywało postaci, przybywało różnych miejsc akcji, różnych czasów. Wcześniej to były tylko wspomnienia, które rozbudowałem w trakcie powstawania powieści.
S: A właśnie jeżeli chodzi o ten tytuł – dlaczego został zmieniony? To była Twoja decyzja, czy tutaj zadecydował ktoś „z góry”?
R: Decyzja wspólna, motywowana w ten sposób, że nóż to rzeczownik popularny, a tytuł powinien być oryginalny. Chociaż są też książki, które się nazywają Po drugiej stronie. Ale według nich Nóż to bardzo krótka nazwa, zbyt popularna, bezpośrednia. Był też taki argument, że główna zagadka książki to właśnie NÓŻ i może lepiej zrezygnować z tego tytułu.
S: Na spotkaniu autorskim mówiłeś też, że każda z postaci ma w sobie coś z Ciebie. Ciekawa jestem, co w takim razie odziedziczyła po Tobie Moni?
R: Może nie ze mnie, bo to postaci męskie bardziej mają coś ze mnie. A to wszystko są osoby, które znam i po części te postaci są trochę mną i trochę osobami, które znam. Moni jest oparta na prawdziwej postaci.
S: Jesteś absolwentem Ochrony Środowiska. Skąd więc masz taki dobry pisarski warsztat?
R: Wcześniej nigdy nic nie napisałem. Naprawdę. Nie zaczynałem od żadnego opowiadania wcześniej. Kiedyś, jak miałem jakieś naście lat to próbowałem pisać jakieś wiersze i to wszystko. To jest masa pracy włożona w tę książkę. Poprawianie, poprawianie, poprawianie i też to, że dużo czytam. Wzorowałem się na wielu nazwiskach, próbowałem podglądać troszeczkę…
S: To kto był taką największą inspiracją?
R: Tu też nie ma tak, że jest jedna – jeden pisarz czy jedna pisarka. Ja też mam szerokie spektrum zainteresowań literackich – od Olgi Tokarczuk przez Stanisława Lema, Cormaca McCarthy’ego, który ma bardzo kwiecisty ten język, taki bardzo epicki aż po Charlesa Bukowskiego z jego prostą, przeklinającą, wulgarną literaturą.
S: Tutaj kanwą dla wszystkich opowieści jest muzyka, która ciągle gra gdzieś w tle. A czego na co dzień słuchasz? To też jest taki przekrój?
R: Tak. To też przekrój. I to też jest jazz i punk rock, reggae, też jest muzyka klasyczna i hip-hop. Szybciej by było chyba wymieniać gatunki, których nie słucham (śmiech). To też jest tak, że to wszystko zależy od nastroju, od dnia, od tego co akurat robię. Przez cały czas w domu jest coś włączone, jakaś muzyczka sobie leci w tle. Nawet, jak w radiu ciężko złapać coś fajnego to i tak chcę, żeby przez cały czas coś tam grało. Muzyka jest dla mnie ważna, muzyka dodaje ekspresji, muzyka to przekaz. Muzyka to wiersz, muzyka to tekst, to siła. Właśnie to lubię w muzyce.
S: A jeżeli chodzi o malarstwo… Piszesz też o malarstwie bardzo dużo i w taki bardzo autentyczny sposób. Nadajesz malarzowi rolę Boga, kreatora rzeczywistości. Malowałeś sam kiedyś?
R: Nie, ale znam ludzi, którzy malują. Znam to od strony warsztatowej, od strony technicznej, po kolei jak tworzy się dzieło. Ja nie mam talentu kompletnie do malarstwa, chociaż próbowałam kiedyś, gdzieś coś, ale nie… Nie mam do tego talentu i wiem, jak to trudno zrobić. To fajnie kreuje wyobraźnię. Można w ten sposób naprawdę zbudować coś od podstaw. Według mnie to malarstwo jest taką sztuką, która może jednym obrazem zrobić dużo więcej niż stoma stronami napisanej książki. To jest bardzo szybki przekaz i bardzo wieloraki, wielobarwny, wielopoziomowy. To mi się w malarstwie podoba!
S: Piszesz też o tym punkowym światku częstochowskim również bardzo prawdziwie, znasz to towarzystwo i cały skłot. Miałeś taką młodość buntowniczą, niegrzeczną?
R: Tak. Jak miałem dziewiętnaście lat, chodziłem z irokezem po ulicach Częstochowy. Także znam, znam. Dawno nie byłem na skłocie, ale pojawiam się co jakiś czas na koncercie, jak tylko mam wolną chwilę. Wywodzę się z tego środowiska. Dlatego cały czas powtarzam – wszystko to, co jest w książce to są inspiracje prawdziwe. Ja nie piszę o kangurach w Australii, nie piszę o kosmosie bo tego nie znam. Piszę o rzeczach, które mnie spotkały, które spotkały kogoś bliskiego.
S: A zamierzasz kiedyś napisać o czymś, czego nie znasz, jakąś zupełną fikcję? O czym będzie sztuka teatralna?
R: Sztuka teatralna będzie też o złu, zło będzie też przez cały czas. Będzie inspirowana taką dosyć słynną historią poetki, która wraz ze swoim chłopakiem zamordowała jego rodziców. O tym będzie. Znowu, jak to u mnie, jak to w sztuce też, bo w sztuce tak być musi – pierwszoosobowa narracja i tak dalej. Ja tak lubię, ja tak umiem. Nigdy nie chodziłem na żadne warsztaty, nie przeczytałem żadnej książki w stylu „jak napisać książkę?”.
S: Debiut Twój jest, wydaje mi się, całkiem udany. Zgadzasz się?
R: Tak, jestem zadowolony, ale z perspektywy czasu wiele bym poprawił, zmieniłbym tę książkę. Zmniejszyłbym liczbę bohaterów… chociaż może to właśnie tak powinno być. Mam trochę wątpliwości, prawdę mówiąc…
S: To chyba jak każdy artysta po skończeniu dzieła, prawda (śmiech)? Da się w Polsce wyżyć z pisarstwa?
R: No… nie są to pieniądze, za które da się wyżyć, przynajmniej na razie. Może kiedyś…
S: Życzę Ci tegoJ Na spotkaniu autorskim bardzo ciężko było wyciągnąć od Ciebie optymistyczne zakończenie. Na co dzień też jesteś takim ponurakiem?
R: Nie! Na co dzień jestem ojcem, mam żonę, dwójkę dzieci, uśmiecham się i staram się jakoś być bardzo pozytywną osobą.
S: To kiedy jesteś bardziej autentyczny? Kiedy jesteś bardziej sobą?
R: Jakby… sobą jestem i tu i tu. To jest też jakaś dwoistość natury ludzkiej. Natomiast na co dzień staram się przeżyć życie spokojnie i z uśmiechem. Natomiast właśnie cały czas gdzieś w środku, gdzieś pod skórą jest lęk. Może dlatego, że mam rodzinę, dzieci i obawiam się o to, co będzie z nimi.
S: Ten lęk bierze się z sytuacji ogólnie politycznej na świecie, o czym też przecież piszesz w Po drugiej stronie?
R: Pewnie tez tak. Ja nie ukrywam tego, że mam wielkie obawy przed tym, co się dzieje teraz na świecie. Jednym z moich ulubionych pisarzy – tego też nie wspominałem – jest Ryszard Kapuściński, który przez cały czas zapowiadał ten konflikt bogatej północy z biednym południem. I to się dzieje powoli. Co z tego będzie – nie wiem. Ja mam obawy.
S: Czego jeszcze się boisz?
R: Jak każdy tata boję się o moje dzieciaki, boję się o swoją żonę, o rodzinę. Przejmuję się problemami typu kredyt, że się zepsuje samochód… Tak…