Wszyscy, więc ja też. Oczywiście z lekkim opóźnieniem, ale jest! Moje książkowe podsumowanie 2015 roku! 
To był trudny rok. Trzy razy zmieniałam pracę, raz miejsce zamieszkania. Ciągłe zmiany i życiowa bieganina sprawiły, że na czytanie pozostało mi bardzo mało czasu. Na szczęście nie zabrakło go całkowicie. Głównie swój czas poświęciłam na czytanie różnego rodzaju lektur, ale tak niestety jest, gdy studiuje się filologię polską. 


Największy koszmar

Ze studiami wiąże się moje tegoroczne literackie horrendum. Myślałam bowiem, że od Quo Vadis nic mnie już gorszego do czytania nie spotka. Człowiek uczy się jednak całe życie i po wielu latach trwania w przekonaniu, że od sienkiewiczowskiego dzieła nie ma nic podlejszego (tak! Bo pisanie takich rzeczy z myślą, że kiedyś będą to czytać bogu ducha winni ludzie, jest czynem po prostu podłym!), trafiłam na Juliusza Kadena-Bandrowskiego i jego Generała Barcza. Alleluja, mateńko! Z całym szacunkiem dla autora — ale tego czytać się nie da. Przez cały czas miałam wrażenie, że słowa, które po sobie następowały nie mają żadnego ze sobą związku, żadnego sensu. Czasem jedno zdanie czytałam na głos po dziesięć razy, aż w końcu zrozumiałam, co autor miał na myśli. Potem następowało kolejne zdanie — powtórka z rozrywki i w efekcie zapominałam sens poprzedniego zdania. W ten sposób przebrnęłam przez te czterysta dwadzieścia dwie strony. Na zakończenie oczy miałam zapuchnięte, mózg wyprany, nie rozumiałam nic, czułam się głupia jak kura… Generał Barcz do dziś jest powodem wielu moich nieprzespanych nocy, nic na to nie poradzę. Chyba jeszcze raz podejdę do Quo Vadis, może się z Sienkiewiczem przeproszę.

Najśmieszniej 

Nie umiem jednoznacznie stwierdzić, która przeczytana przeze mnie książka była najlepsza, więc je podzieliłam. Więc przyszedł czas na prawdziwą kaskadę śmiechu, lawinę chichotu i długoterminowe zakwasy przepony. Tutaj chyba zwycięzca nikogo nie zaskoczy! Marta Kisiel-Małecka (Ałtorka znana również jako Kisiel z Kłulika) ze swoim Dożywociem
Jestem jedną z tych czytelniczek, które najpierw zakochały się w Nomen Omen. Dwa lata temu poznałam przygody Salki Przygody. Uśmiałam się jak norka, zachwyciłam lekkością pisania, ciętym żartem, ale nie pokochałam na zabój. Kisiel ciągle siedziała mi w głowie i w tym roku, gdy w łapki wpadło Dożywocie, dostała dożywotnie miejsce w moim sercu. Razem z tym przeuroczym, zakatarzonym Aniołkiem, romantycznym widmem, różowymi królikami i całą resztą dożywotników. 
Więcej o książce >tutaj<.
A Ałtorka już pisze ósmy rozdział Dożywocia 2

Moje ODKRYCIE ROKU

Jak przystało na Obudzoną Śpiącą Królewnę, którą rzekomo bywam, odkryciem tego roku stała się książka wydana przeszło piętnaście lat temu. Mało tego, pozycja ta wyszła spod pióra mojego ulubionego pisarza, w którym zaczytuję się od kilku lat. Dziwić może więc fakt, że dopiero teraz na tę książkę trafiłam. Biorąc jednak pod uwagę obszerny dorobek Stephena Kinga, sytuacja staje się mniej kuriozalna. Serca Atlantydów, bo o nich oczywiście mowa, to odkrycie na wielu płaszczyznach. Dla mnie to było takie trochę zdemaskowanie autora. „Aha! Mam cię, Stefan! Jednak umiesz napisać coś więcej, bardziej, lepiej!”. Ponadto wiele razy się wzruszyłam, wiele razy zaśmiałam. Zachwycił mnie język tej powieści, beztroska i prawdziwość przebijająca się z każdego słowa. I oczywiście sama historia, ale o tym więcej znajdziecie >tutaj<. Ja się za bardzo rozpisywać nie mogę, bo nigdy nie skończę. A Wam radzę — przeczytajcie!

Wydarzenie

Pierwszy raz w życiu miałam możliwość uczestniczenia w czymś takim. 19. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie to przeżycie, którego nie zapomnę chyba nigdy. Z tego miejsca jeszcze raz chciałabym podziękować wszystkim, dzięki którym te dwa dni stały się niezapomniane. Mam nadzieję, że w tym roku znów się spotkamy! Krótka relacja >tutaj<.

Pragnienia na ten rok

Po pierwsze chciałabym czytać więcej, więcej i jeszcze więcej. Tym bardziej, że mam w planach tyyyyle książek do przeczytania. Przede wszystkim Remigiusz Mróz ze swoim rollercoasterem kryminalnych wydarzeń. Wstyd mi, że jeszcze nie miałam okazji zapoznać się z twórczością tego Pana. Miałam natomiast okazję zapoznać się z samym Panem 😉
Katarzyna Bonda też mnie kusi i to też wstyd, że jeszcze do niej nie dotarłam. Szczepan Twardoch został zakupiony w sobotę i czeka sobie już w kolejce. Niestety kolejka długa. Aktualnie czytam 3 książki i wciąż nie mogę zdecydować, którą czytam bardziej: Tajemną Historię Donny Tartt, To Stephena Kinga czy Białe Jabłka Jonathana Carrolla… Ciężko żyć, gdy doba ma tylko 24 godziny.
Ponadto chcę czytać więcej Kinga! Kinga nigdy za wiele. I więcej Carrolla. Może doczekamy się nowej powieści wcześniej, niż za 10 lat? Ogólnie będę nadrabiać zaległości z literatury polskiej, głównie kryminalnej, bo zaległości mam… ho, ho. ho! Chcę również zachwycić się Donną Tartt, przemóc się do przeczytania czwartej części Millenium, wrócić do kilku pozycji i w końcu sięgnąć po Magiczne lata Roberta McCammona. O tak, to chyba najbardziej!

Miało być krótko, wyszło jak zawsze, a ja zaraz spóźnię się do pracy!
Piszcie, co Was najbardziej w tym roku rozczarowało, rozbawiło, zachwyciło. Może Wasze propozycję przypadną mi do gustu:)

Szkoda tylko, że życie jest za krótkie, żeby przeczytać wszystko.