W takim jestem aktualnie wieku, że zarówno ja, jak i wiele moich koleżanek, postanowiłyśmy się rozmnożyć, stając się nieodwracalnie matkami na trzy etaty. Na szczęście w każdej pracy, nawet w tej, którą wykonuje się 24 godziny na dobę, są zbawienne przerwy. Czasem dłuższe, czasem krótsze, ale są. Ja w czasie swoich (nielicznych ostatnimi czasy) przerw maniakalnie pochłaniam książki i z niewyjaśnionych przyczyn dzielę się swoimi o nich wrażeniami tutaj. Mój Pokurcz książki też lubi. Jak to się stało? 

Gdy dzieci są jeszcze TAM, to strasznie im się nudzi!

Wiele moich znajomych (i nieznajomych w sumie też) pyta mnie: kiedy zaczęłaś czytać Małemu? albo kiedy najlepiej zacząć czytać dziecku? Jak to się dzieje, że moje dziecko chętniej wyciąga rękę po książeczkę niż po telefon? Zasada jest bardzo prosta: NIGDY NIE JEST ZA WCZEŚNIE, ŻEBY ZACZĄĆ CZYTAĆ SWOJEMU DZIECKU! I tę zasadę, moje kochane mamuśki, kochani tatuśkowie także, zapamiętajcie i weźcie sobie do serca.

Kiedyś tam, jacyś tam naukowcy z zagranicy udowodnili, że dziecko słyszy, będąc jeszcze w brzuchu mamy. Tak słyszy, jak słyszy się pod wodą, ale jednak. Po wyjściu na świat niewiele jeszcze widzi, ale słyszy bardzo dobrze i, co najważniejsze, rozpoznaje głosy ludzi, których w tym brzuchu najczęściej słyszało. Dobrze jest więc puszczać swojemu brzuszkowi muzykę, co wielu rodziców praktykuje (praktykowałam i ja!). Dlaczego by więc nie czytać maluchowi na głos? Przecież tym dzieciom w tych brzuchach musi się strasznie nudzić!

Od czego zacząć to całe czytanie do brzucha?

Maluchy, którym puszcza się muzykę w ich pierwszym apartamencie, wyraźnie się ożywiają. Możemy więc zaobserwować, czy bardziej podoba im się Sławomir czy raczej Slayer. Co ciekawe, po wyjściu na świat, gdy przekonają się, że jednak istnieje jakieś życie po porodzie, rozpoznają piosenki, których słuchały. Jacyś inni naukowcy (a może i Ci sami, o których mówiłam wcześniej) udowodnili, że tak samo noworodki i niemowlęta reagują na słyszany wcześniej i znany im tekst!

A mogę czytać mojej małej „Mikołajka”? Ja bardzo lubiłam „Mikołajka”, gdy byłam mała – zapytała mnie ostatnio jedna z przyszłych mam. Dziewczyno! Czytaj jej nawet Ogniem i Mieczem, jeżeli to Twoja ulubiona książka jest. Ja do swojego brzucha deklamowałam Remigiusza Mroza, Martę Kisiel, Stephena Kinga i wiele innych książek niekoniecznie dla dzieci. Bo dla tego małego akrobaty w brzuchu najważniejszy jest Twój głos, głos mamy/taty. Znaczenia słów przecież i tak nie rozumie.

Jeżeli jednak chcecie zaobserwować reakcję swojego dziecka, zrezygnujcie z prozy. Postawcie na poezję (choć poezja to słowo w tym przypadku wygórowane). Krótkie, rytmiczne i rymowane wierszyki najlepiej się w tym przypadku sprawdzą (niekoniecznie Inwokacja z Pana Tadeusza, choć ta bez wątpienia jest i rytmiczna, i rymowana).

Mój Pokurcz bardzo lubił, gdy fragmentami recytowałam mu Lokomotywę Juliana Tuwima i do tej pory mu to zostało. W okresie, kiedy cierpiał straszne kolki, Lokomotywa nie raz uratowała nam wieczór. Czytałam mu też inne wierszyki, które pamiętałam ze swojego dzieciństwa. Po urodzeniu chętnie zasypiał przy Panu Maluśkiewiczu (również Tuwima).

Jaki jest sens czytania noworodkom?

Jak już wcześniej wspomniałam, dziecko po narodzinach niewiele widzi. Słuch ma za to bardzo

dobry. Kocha Twój zapach i głos. Nic nie działa na niego tak kojąco, jak właśnie Twój, mamo/tato, spokojny i pełny miłości głos. Przede wszystkim po to warto czytać tym najmniejszym.

Pamiętam, że jak Pokurcz się urodził, akurat czytałam Amerykańskich Bogów Neila Gaimana. I już w szpitalu, leżąc na sali szeptem czytałam mu tę książkę (jakoś nic innego pod ręką nie miałam ;)). Inne świeżo upieczone mamuśki patrzyły na mnie, jak na kosmitkę, ale co tam. Maluch wykrzywiał buzię w grymasie, który przypominał uśmiech i zasypiał. Jak aniołek.

W późniejszym okresie wielokrotnie stosowałam tę metodę usypiania. Brałam Pokurcza na ręce i czytałam mu na głos. Zajebiście szybko odpływał przy Wotum Nieufności Remigiusza Mroza, czy Dożywociu Marty Kisiel. Oczywiście, nie zanudzałam go jedynie swoimi lekturami. Kiedy tylko mogłam czytałam mu wierszyki i rymowane bajeczki (aż w końcu nauczyłam się ich na pamięć i nie potrzebowałam książki, robiłam za to cielesne wizualizacje).

I tak własnie trzeba robić. Od początku. Pamiętajcie, mamuśki i tatuśkowie – dziecko nie słucha. Dziecko nas obserwuje, dziecko nas naśladuje, bo w jego małej, nieświadomej główce jesteśmy autorytetem, który bezwarunkowo robi wszystko bezbłędnie.

Jak ja to robię, że moje dziecko chętniej sięga po książkę niż telefon? A no tak, że częściej widzi mnie z nosem w książce, niż z nosem w telefonie. Ot, cała, wielka tajemnica!

I na koniec jeszcze raz powtórzę: NIGDY NIE JEST ZA WCZEŚNIE, ABY ZACZĄĆ CZYTAĆ SWOJEMU DZIECKU!

***

Matka Polka Recenzentka to zupełnie nowa seria wpisów na Białych Mebelkach, w której znajdziecie nie tylko tego typu artykuły i przemyślenia (zawsze stricte związane z książkami i czytaniem), ale także (a może nawet przede wszystkim) recenzję książeczek dla tych najmniejszych (i tych trochę większych też).