I tak oto rok 2018 dobiegł końca. Był to dla mnie rok niezwykle intensywny i to niekoniecznie literacko. Prawdę mówiąc, był to rok, w którym przeczytałam chyba najmniej książek od wielu, wielu lat. Pewnie ma to związek z tym, że był to pierwszy rok, kiedy na pełen etat pełniłam funkcję mamy i dopiero całkiem niedawno nauczyłam się na tyle zarządzać czasem, aby wrócić do czytania i (w miarę regularnego) prowadzenia bloga.
W tegorocznym podsumowaniu nie znajdą się informacje dotyczące zeszłorocznych literackich postanowień, bowiem siłą rzeczy niemal żadnego nie udało mi się spełnić. I tak jestem pełna podziwu, że po kilku miesiącach w ogóle coś przeczytałam, udaje mi się nie zasypiać po dwóch stronach i w ogóle, że nie przesypiam każdej, pozwalającej na to chwili. Zapomnijmy więc o tych planach i przejdźmy od razu do kolejnych kategorii 😉

Największa literacka porażka

Ja ogólnie mam taką zasadę, że czytam tylko książki dobre, bo na te złe szkoda mi czasu, którego nie mam ostatnio w nadmiarze. Dlatego większość książek na swoim blogu dość wysoko oceniam. Nawet jeżeli już jakąś złą książkę zmęczę, to oszczędzam sobie pisania jej recenzji, bo… patrz wyżej;) W 2018 roku przeczytałam dwie takie książki. I mam wrażenie, że przeczytałam je tylko po to, żebym miała o czym napisać w podsumowaniu. 365 dni przeczytałam, żeby się utwierdzić w przekonaniu, że to gniot, na który szkoda i czasu i pieniędzy. Utwierdziłam się. Nic więcej tutaj dodawać nie trzeba. Jednak po Hashtag Remigiusza Mroza sięgnęłam z nieskrywaną nadzieją na historię pokroju Behawiorysty. Dostałam natomiast książkę, której fabuła naprawdę świetnie się zapowiadała, historia miała potencjał, była wciągająca i zaskakująca, napisana jednak tak, że chyba sama zrobiłabym to lepiej. Ba! Zrobiłby to lepiej niejeden początkujący pisarzyna. Och, jakże boli mnie serce, że Mróz częściej mnie rozczarowuje niż zachwyca. Nieodnaleziona również nie podbiła mojego serca. Dobrze, że przynajmniej seria W kręgach władzy trzyma poziom.

Najlepsza książka 2018 roku

W tym roku przeczytałam wiele dobrych i świetnych książek. Wybór tej najlepszej okazał się dla mnie na tyle trudny, że nie udało mi się wybrać tej jednej jedynej, więc postanowiłam ogłosić w tym roku dwa najlepsze tytuły.
Same książki są wielkim zaskoczeniem dla mnie, ponieważ (jak już wielokrotnie wspominałam) nie jestem fanką opowiadań. A tu taki psikus! Oba tytuły to zbiory opowiadań! Mogę zatem z czystym sumieniem powiedzieć, że NIE BYŁAM fanką opowiadań. Teraz już jestem. Czytam ich coraz więcej, kupuję ich coraz więcej.
Pierwsze Słowo Marty Kisiel to pierwsza odsłona mrocznego Kiśla, który, jak się okazje ma nam do powiedzenia dużo więcej. Nie będę się tutaj rozpisywać i odeślę Was po prostu do recenzji. Albo najlepiej do samej książki.
Nie odeślę Was natomiast do recenzji Mama umiera w sobotę Rafała Niemczyka, bo ta jeszcze nie powstała (ale zapewne pojawi się na blogu w przeciągu kilku dni). Odsyłam Was za to całym sercem do tego popieprzonego zbioru opowiadań, który zapewne zostanie w Waszych głowach na bardzo długo. A na recenzję zapraszam wkrótce. Więcej nic nie powiem.
O tytuł najlepszej książki walczył w tym roku również Rafał Cuprjak ze swoją drugą powieścią Mamusiu, przecież byłam grzeczna. I bardzo długo prowadził. Kisiel z Niemczykiem poczynili jednak takie zamieszanie pod koniec roku, że skutecznie zepchnęli Cuprjaka na miejsce drugie.
Obok nich, na trzecim miejscu, a więc również na podium znalazł się tym razem Jakub Małecki ze swoim Dygotem. Po zapoznaniu się z dalszą twórczością autora okryłam jednak, że jest on bardzo wtóry i powtarzalny. Czekam więc na kolejną na książkę spod pióra Małeckiego, która zrobi na mnie takie wrażenie, jak właśnie Dygot.

Obiecujące odkrycia 2018 roku

A sporo ich było. W gronie pretendentów do grupy moich ulubionych autorów znalazła się w pierwszej kolejności Aneta Jadowska, która skradła moje serce najpierw swoją osobą, a później ciepłą powieścią o trupie z nadmorskiej Ustki. Trup na plaży i inne sekrety rodzinne to moje pierwsze spotkanie z autorką, jednak na pewno nie ostatnie, bowiem już zaopatrzyłam się w inne tytuły spod jej pióra i jak najszybciej zamierzam po nie sięgnąć.
Drugim pisarzem, którego zamierzam tutaj umieścić jest Wojciech Klęczar, którego druga książka Flu Game będzie dla mnie już zawsze synonimem wychodzenia ze strefy swojego literackiego komfortu, z którego chyba jednak czasem warto wyjść. W najbliższym czasie sięgnę po jego pierwszą książkę Wielopole, która jest, cóż za przypadek, zbiorem opowiadań. Już nie mogę się doczekać i mam nadzieję, że te dwie pozycje nie będą jedynymi w dorobku tegoż autora.

Czytelnicze i blogowe plany na 2019 rok

Przede wszystkim czytać więcej. Więcej pisać. Pisać też recenzje książek, które mi się nie spodobają. A ku temu będzie więcej okazji, bo biorę udział w wyzwaniu Trójka e-pik organizowanym przez Zuzannę z bloga Książki Sardegny. W każdym miesiącu trzy kategorie i trzy książki. Jest więc duże prawdopodobieństwo, że trafię na takie, które niekoniecznie trafią w mój gust. Będzie się działo! Jest to dla mnie co prawda nie lada wyzwanie, bowiem trzy książki w miesiącu… Mateńko! Kiedy ja znajdę na to czas? Ale przecież po to są wyzwania, żeby podnosić sobie poprzeczkę.

Ponadto zamierzam rozkręcić nowo rozpoczęty cykl Matka Polka Recenzentka, który z jakiś powodów cieszy się niezwykłą popularnością. Pierwszy (i jak do tej pory jedyny) post z tego cyklu >tutaj< był przez Was w ubiegłym roku najczęściej czytanym wpisem. Jestem pod wrażeniem i bardzo się cieszę, że aż tak spodobał Wam się pomysł, który zakiełkował w mojej głowie podczas jednej z porannych (zimnych oczywiście!) kaw.

Planuję również rozpoczęcie jeszcze jednego cyklu, który wydaje mi się o wiele ciekawszy, jednak wymaga on zdecydowanie więcej przygotowań i czasu niż MPR, więc chwilkę jeszcze muszę się z tym wstrzymać.

Zaznaczę jeszcze raz, że od kilku tygodni jestem członkiem Stowarzyszenia Śląscy Blogerzy Książkowi, a więc czeka mnie jeszcze trochę pracy na tym polu. Mam nadzieję, że uda mi się na tyle zorganizować siebie i dziecko, że będę miała dla ŚBKów jak najwięcej czasu.

I to chyba by było na tyle. W ogóle jestem zdziwiona, że podsumowanie to całkowicie zdominowali polscy pisarze. Brakuje tu Kinga, brakuje wielu nazwisk, które często przewijają się na blogu. Rok 2018 ogłaszam więc Rokiem Polskiej Książki.
Słowo i Poezja!