Recenzja: Czekałam na Ciebie
Autor:
Magdalena Krauze

Recenzent:
Ocena:
4

Podsumowanie:

Dzięki Czekałam na Ciebie chyba zrozumiałam, o co w tym całym czytaniu romansów chodzi. Oby więcej takich perełek na polskim gruncie literatury kobiecej wykiełkowało.

Gdy byłam małą dziewczynką, z uwielbieniem zaczytywałam się w powieściach z serii „Nie dla mamy, nie dla taty, lecz dla każdej małolaty”. Nasza mała biblioteka była pełna tych młodzieżowych romansów, które umilały mi jesienne, deszczowe popołudnia. Gdy przeczytałam wszystkie tytuły, moja przygoda z romansami dobiegła końca. Dość wcześnie odkryłam bowiem Stephena Kinga, thrillery i kryminały. Przepadłam. Dopiero od niedawna wychodzę poza swoją strefę literackiego komfortu, z ciekawością sięgając po inne gatunki. Romanse jednak do nich nie należą. Zwykle. W tym roku przeczytałam jednak całe dwa, z czego pierwszy – Spotkanie w Wenecji Elizabeth Adler – okazał się kompletną klapą, potwierdzającą moje uprzedzenia. Drugi natomiast, czyli Czekałam na Ciebie Magdaleny Krauze zupełnie mnie zaskoczył.

Magdalena Krauze – Czekałam na Ciebie

Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 21 lipca 2019
Liczba stron: 340
Literatura obyczajowa, romans
Język oryginału: polski

Czekałam na Ciebie – fabuła

Tutaj nie będzie nic odkrywczego, ani zaskakującego. Mamy bowiem dwudziestoośmioletnią kobietę. Jest singielką. Oczywiście na własne życzenie i, oczywiście, jest z tego powodu bardzo zadowolona. Ma pracę w redakcji kobiecego pisma, którą kocha i najlepszą przyjaciółkę, którą kocha jeszcze bardziej. Kocha jeszcze swoich rodziców, którzy wciąż ją rozpieszczają, koleżanki z redakcji i swojego szefa. Nic więcej do szczęścia jej nie potrzeba.

Paulinę poznajemy w momencie, gdy dostaje awans na zastępcę redaktora naczelnego „Afrodyty”, a jej ukochany szef odchodzi na emeryturę. Ma go zastąpić nieznajomy przybywający prosto ze stolicy. Wiadomo już, jak to się skończy, prawda? Prawda!

Paulina wpada na Igora w drzwiach i od razu rozpoznaje w nim swoją licealną miłość. Nogi jej miękną, serce „fika kozły”, a cały zdrowy rozsądek cofa się w czasie o 10 lat. Ale to dopiero początek. Bo przecież to właśnie Igor okazuje się nowym naczelnym „Afrodyty”. Co ciekawe, nie rozpoznał w nowej znajomej z pracy otyłej koleżanki z klasy. A sama Paulina także nie zamierza mu się przypominać.

I choć twardo upiera się przy tym, że Igor jest zwykłym palantem, a jej wielka miłość minęła już dawno temu, w towarzystwie nowego szefa jakość nie umie się opanować. Ale to przecież też nic zaskakującego. Co więc tak bardzo mnie zaskoczyło?

Czekałam na Ciebie – recenzja

Czekałam na Ciebie to typowe romansidło, pełne schematów i utartych motywów. Bohaterowie też wydają się być zupełnie tacy sami, jak w innych książkach z tego gatunku. Wiadomo – jej dłoń tonie w jego dłoni, ona tonie w jego ramionach. Bohaterka do znudzenia powtarza, że „jej serce fika kozły” i bez ustanku wspomina o zapachu swojego ukochanego oraz bijącym od niego, niemal nieludzkim cieple.

On za to jest tak szarmancki, romantyczny i niesamowity, że aż się ulewa. No, ideał! Wad pozbawiony, bo przecież wyrósł z bycia zidiociałym licealistą przepełnionym buzującymi hormonami i teraz jest mężczyzną prawdziwym, z krwi i kości. Kocha dzieci, kocha przyrodę, kocha pościelowe piosenki i kocha ją. Od pierwszego wejrzenia, wiadomo. Ja osobiście z taką ciepłą kluchą bym nie mogła, ale to przecież nie mój wybór.

Jest słodko, romantycznie i patetycznie momentami. Następnie mamy wielkie bum! – zupełnie niespodziewaną bombę zrzuconą przez los na niczego nieświadomych i zakochanych bohaterów. Jest trochę dramatu i łez, bo tak być musi, aby spektakularny powrót był bardziej efektowny. I teraz to już tylko „żyli długo i szczęśliwie”. Choć nie do końca, bo autorka postanowiła kilkoma ostatnimi zdaniami ten idylliczny obrazek potrzaskać, pozostawiając czytelniczki w niecierpliwym oczekiwaniu na ciąg.

I to nawet nie ten końcowy twist tak mnie zaskoczył. Można się ich bowiem spodziewać w romantycznych powieściach, które mają zaplanowaną kontynuację.

Zaskoczyło mnie to, że tak dobrze bawiłam się podczas lektury. Magdalena Krauze stworzyła książkę mimo wszystko autentyczną, lekką i radosną. I właśnie lekko i radośnie się ją czyta. Ja, wbrew wszelkim prawom mojej logiki, zwyczajnie nie mogłam się od tej historii oderwać. Bynajmniej nie za sprawą wciągającej fabuły i nietuzinkowych bohaterów. Nie. Nie chciałam się odrywać, bo prostu czułam się dobrze, czytając to; czytając romansidło!

Literatura kobieca ma to do siebie, że zwykle nie może poszczycić się naturalnymi dialogami czy zwyczajnie fajnym i niewymuszonym humorem. Czekałam na Ciebie może się tym poszczycić. Oczywiście, autorce zdarzają się niewielkie potknięcia na tym polu, jednak giną gdzieś między innymi rzeczami, które są po prostu dobre.

Jakieś to wszystko jest takie proste, autentyczne, konstrukcyjnie spójne. Bohaterzy, choć całkowicie szablonowi, nie wydają się być wydmuszkami powstałymi w wyniku zwykłej pisaniny. Mam nadzieję, że w kontynuacji ten trend się utrzyma.

Dzięki Czekałam na Ciebie chyba zrozumiałam, o co w tym całym czytaniu romansów chodzi. Bo przecież nie po to, żeby szukać intertekstualności, zachwycać się innowacyjną konstrukcją fabuły czy wnikliwymi portretami psychologicznymi postaci. Wydawało mi się, że literatura bez tego nie ma sensu. Ale co może być bez sensu w tym, że człowiek po prostu dobrze się bawi i dobrze się czuje? Czekałam na Ciebie to takie moje guilty pleasure.

Oby więcej takich perełek na polskim gruncie literatury kobiecej wykiełkowało. Autorce pozostaje mi pogratulować, że udało jej się przekonać mnie do swojej książki. Ale przecież nie tylko mnie, bo w Internecie już natknęłam się na pochwalne teksty i komentarze czytelniczek, które na co dzień również romansów nie czytają. Cóż, brawo!


Moja ocena: 7/10


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.