Recenzja: Dwadzieścia jeden uderzeń serca
Autor:
Donal Ryan

Recenzent:
Ocena:
5

Podsumowanie:

Czytanie tej historii przypomina składanie wielowymiarowej mozaiki z niewielkich elementów. Każda z tych historii to także element, który składa się na fabułę.

Od czasu do czasu pojawiają się u mnie książki, które wprawiają mnie w osłupienie. Po przeczytaniu tak wielu historii z różnych gatunków, zapoznaniu się z literaturą klasyczną, rozrywkową, komercyjną, dobrą i złą czasem mam wrażenie, że na tym polu już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. I nie chodzi tutaj o jakieś niespodzianki fabularne. Jest to bardziej jakieś emocjonalne poruszenie wywołane całościowym odbiorem książki. Zdarza się to rzadko, przyznaję, ale się zdarza.

I zdarzyło się, właśnie teraz, za sprawą powieści Donala Ryana Dwadzieścia jeden uderzeń serca.

Dwadzieścia jeden uderzeń serca – fabuła

Małe irlandzkie miasteczko zostaje dotknięte przez gospodarczy krach. Upadają największe firmy, które zatrudniały miejscowych mieszkańców. Zamknięcie największej firmy budowlanej nie tylko doprowadza do finansowej ruiny jej pracowników, ale obnaża także nieuczciwość pracodawcy.

I to jest chyba wszystko, co można powiedzieć o fabule tej niewielkiej powieści. Nie o fabułę się tu bowiem rozchodzi.

Dwadzieścia jeden uderzeń serca – recenzja

Jest milion słów i nieskończona ilość sposobów ich łączenia, ale wszyscy dążymy do tej samej prawdy; wszyscy próbujemy się wytłumaczyć.

Tak w jednym z wywiadów powiedział Donal Ryan. Poprzez realizację swojej książki udowadnia tę tezę.

Dwadzieścia jeden uderzeń serca to dwadzieścia jeden historii; dwadzieścia jeden osób; dwudziestu jeden mieszkańców niewielkiego miasteczka. Wśród nich robotnicy, ich żony, rodzice, dzieci… Bobby, Josie, Lily, Wasia, Realtin, Timmy, Brian, Trevor, Bridie, Jason, Hillary, Seanie, Kate, Lloyd, Rory, Millicenta, Denis, Mags, Jim, Frank i Triona – każde z nich ma swoją prawdę, którą chce nam opowiedzieć; każde próbuje się przed nami, czytelnikami, wytłumaczyć.

Dwadzieścia jeden historii upchniętych na zaledwie 161 stronach. Ta książka jest naprawdę ambitna i odważna pod względem konstrukcyjnym. Autor postanowił każdego z bohaterów uczynić na krótką chwilę narratorem. Wygląda to trochę tak, jakby ustawił ich wszystkich w szeregu i powiedział: każdy ma 3 minuty, mówicie! A oni mówią.

Co ciekawe, żadne z nich nie skupia się na kryzysie, na oszustwie, na braku pracy czy utracie finansowej płynności. Przez te kilka minut, starają się opowiedzieć siebie. Mamy więc mnóstwo dramatu, obłędu, szaleństwa, samotności, ogromnej miłości, rodzinnych tragedii, śmierci, zawiści, zła, dobroci, niezrozumienia, niewinności. Jest tutaj wszystko, co tak naprawdę znaleźć możemy w każdej społeczności.

Czytanie tej historii przypomina składanie wielowymiarowej mozaiki z niewielkich elementów. Każda z tych historii to także element, który składa się na fabułę. Nie będzie tu wielkiego zaskoczenia, trzymania w napięciu i kulminacyjnego momentu. Nie. Bo Dwadzieścia jeden uderzeń serca bardziej przypomina życie niż hollywoodzki dramat. Czy poznając te historie, poznajemy prawdę? Czym w istocie jest owa prawda? Czy jest tylko jedna?

Nie jest trudno stworzyć 21 postaci. Dużo trudniej jest je stworzyć i każdej dać prawo głosu. Wiąże się to z koniecznością stworzenia dwudziestu jeden charakterów, a co za tym idzie – dwudziestu jeden idiolektów. Nie chodzi przecież o to, żeby wszyscy mówili chórem. Dlatego każdy z tych głosów musi być wyrazisty. Tym bardziej, że każdy z nich ma naprawdę niewiele czasu na opowiedzenie swojej prawdy. Niemożliwe?

Donal Ryan pokazuje, że możliwe. I robi to bezbłędnie. Na tym właśnie polega konstrukcyjna ambicja tej powieści; w tym tkwi jej artyzm. Niektórzy nawet w wielu tomach nie są w stanie oddać tak wiele, ile Ryan oddał w tej niewielkiej powieści. Co więcej, to niekonwencjonalne podejście do struktury historii sprawia, że jest ona naszpikowana skrajnymi emocjami i takie samie wywołuje w czytelniku. Czy istnieje lepszy komplement dla literatury?


Tłumaczenie: Ewa Pater-Podgórna

Moja ocena: 10/10


Za egzemplarz do recenzji dziękuję: