Recenzja: Dziewczyna, która czytała w metrze
Autor:
Christine Feret-Fleury

Recenzent:
Ocena:
5

Podsumowanie:

Dziewczynę, która czytała w metrze polecam każdemu. W szczególności jednak tym osobom, które są znudzone monotonią życia codziennego. Może, tak jak ja, odnajdziecie w tej historii jakiś promyk nadziei?

Książka, która mnie wołała

Bo tak długo trzeba tłumaczyć, dlaczego lubi się jakąś książkę. Nie zawsze mi się to udaje. Są książki, które czytam i czuję się… właśnie. Coś rusza się wewnątrz mnie, ale nie mogę tego pokazać.

Czasami trudno mi określić kryteria, jakimi kieruję się przy wyborze książek. Najczęściej są to rekomendacje innych blogerów książkowych, nazwisko autora, którego bardzo cenię lub opis z tyłu okładki. A czasem po prostu coś mnie ukłuje w środku na widok okładki. I tak właśnie było w przypadku tej książki.

Już wychodziłam z biblioteki z naręczem książek w plecaku, gdy nagle ją zauważyłam. Albo ona zauważyła mnie? Możecie mi wierzyć lub nie, ale mnie wołała. Pani Bibliotekarka chyba też to słyszała, bo, podając mi ją, powiedziała: „ona chyba wybrała panią”. Nie spojrzałam nawet na blurb. Po prostu dopakowałam ją do plecaka i wróciłam do domu.

Zadowolona z takiego obrotu spraw książka spokojnie czekała na regale przez kilka miesięcy (przetrzymywanie książek to moja supermoc) i przeżyła wielką przeprowadzkę, aby w końcu o sobie przypomnieć. Nie bez udziału słynnej już Trójki e-pik.

I tym oto sposobem na kilka dni stałam się dziewczyną, która czytała Dziewczynę, która czytała w metrze w autobusie.

Powieść feel-good

Blurb głosi, ze Dziewczyna, która czytała w metrze to „powieść feel-good prosto z Paryża”. I choć w Internecie szukałam, to nie dowiedziałam się dokładnie, czym owa literatura feel-good w istocie jest. Moja znajomość języka angielskiego jest jednak wystarczająca na tyle, żebym zrozumiała, o co może chodzić.

Otoż książka ta miała sprawić, że będę czuła się dobrze. Szczerze? Zwątpiłam w to już przy drugim akapicie.

W takich dniach, gdy Juliette, ukryta za okularami słonecznymi w kształcie motyla i szerokim szalem zrobionym na drutach przez babcię Adrienne dla córki w roku 1975 – szalem długości dokładnie dwóch i pół metra, niebieskim, ale teraz już spłowiałym jak rysujące się w dali wierzchołki gór o siódmej wieczorem w lecie, jednak nie byle gdzie, tylko po stronie Canigou, patrząc z Prades – zastanawiała się, czy jej życie znaczyło na tym świecie więcej niż życie pająka, którego rano utopiła w kabinie prysznicowej.

Tak. Dobrze widzicie. To jest jedno zdanie.

Jak niby coś takiego ma sprawić, że ktokolwiek poczuje się dobrze? Albo chociaż lepiej niż nie najgorzej?

Nie poddałam się jednak. Głównie dlatego, że utknęłam z wyżej wspomnianą Juliette w autobusie na dobrą godzinę. Byłam więc zmuszona zadowolić się jej towarzystwem.

Dziewczyna, która czytała w metrze – fabuła

Juliette codziennie dojeżdża do pracy metrem. Codziennie o tej samej porze, zwykle z tymi samymi ludźmi, trzymając książkę w dłoniach, ale prawie nigdy nie czytając. Kobieta głównie obserwuje innych pasażerów-czytelników.

Każdego dnia Julette spotyka intrygującego mężczyznę, który niezmiennie i z czułością czyta Historię owadów pożytecznych, osobliwą kobietę z wysłużoną książką kucharską oraz dziewczynę, która płacze, czytając romanse. I mnóstwo innych ludzi, którzy czytają najróżniejsze książki.

Obserwacja współtowarzyszy podróży jest sposobem Juliette na oderwanie się od własnego życia – tak nudnego i przewidywalnego.

Jednak pewnego dnia dziewczyna postanawia wysiąść wcześniej i resztę drogi do pracy w biurze nieruchomości pokonać na piechotę. Urządza sobie spacer, który odmienia jej życie na zawsze.

Kobieta spotyka dziewczynkę imieniem Zaide i trafia do dziwnego miejsca pełnego książek, którego gospodarzem jest równie dziwny i tajemniczy Soliman, ojciec dziewczynki. Aspołeczny ekscentryk proponuje Juliette pracę polegającą na byciu łącznikiem między światem ludzi, a światem… książek.

A to tylko początek ogromnych zmian w życiu dziewczyny.

Tak dużo słów. Tyle historii, postaci, krajobrazów, śmiechu, płaczu, nagłych decyzji, strachu i nadziei. Dla kogo?

Dziewczyna, która czytała w metrze – recenzja

Dziewczyna, która czytała w metrze to książka, która zmienia życie. Ale nie w taki sposób, w jaki mogą zmienić je dobre poradniki. To jest książka, która ma za zadanie wywołać uśmiech, sprawić, że poczujemy się lepiej, że może spojrzymy na swoje życie inaczej. I choć historia ta pełna jest przykrych wydarzeń, to w tle wciąż obecna jest jakaś radosna nadzieja, gdzieś wciąż świeci słońce.

Lekturze przez cały czas towarzyszą takie pozytywne emocje, że nie ma się ochoty jej kończyć.

Historia Juliette pokazuje nie tylko, że literatura piękna jest nam potrzebna (jak głosi blurb), ale także że – przy odrobinie szczęścia i chęci – możemy zmienić wszystko. Jedna z pozoru niepozorna decyzja może sprawić, że znajdziemy się w zupełnie innym miejscu, że inaczej spojrzymy na siebie, swoje życie i otaczający nas świat.

Taka mała decyzja może wywołać lawinę zmian – tych dobrych, choć nie zawsze od razu przynoszących pożądany skutek. Ale przecież zawsze warto próbować, prawda? I to jest właśnie ta nadzieja, która przebija się spomiędzy gorzkich sytuacji, które spotykają Juliette.

Być może tak naprawdę go nie znałem. Powiedzmy, że czytałem książkę, której był głównym bohaterem… ale chyba pani przyzna, że to dobry sposób poznawania ludzi? Może nawet najlepszy.

Ta „powieść feel-good prosto z Paryża” naprawdę sprawiła, że czułam się dobrze. Nawet pomimo tego niefortunnego akapitu z niebieskim szalikiem w roli głównej.

Narracja w dalszej części poprowadzona jest sprawnie i bardzo przyjemnie. Naszpikowana została różnorodnymi emocjami ubranymi w piękne słowa, metafory i wspaniałe, dające do myślenia dialogi. Historia Juliette pełna jest ludzkich, wyrazistych portretów. Wszyscy bohaterowie choć wydają się nierealni, w rzeczywistości są bardzo autentyczni (nie pytajcie, jak to możliwe), a ich słowa mają ogromny wpływ na życie głównej bohaterki.

Tutaj także literatura jest bohaterem. Książki zdają się żyć, mówić swoim językiem, same sobie wybierać czytelników. A może rzeczywiście tak jest?

Na końcu autorka zamieściła listę książek, do których nawiązywała, które cytowała i które, wreszcie, na kartach swojej książki ponownie ożywiła. Po przeczytaniu Dziewczyny, która czytała w metrze zapewne powiększy się każda lista książek do przeczytania.

Dziewczyna, która czytała w metrze – podsumowanie

Nie było w tej książce chyba nic, co by mi się nie spodobało. Każde słowo, każdy dialog, każde nietuzinkowa postać były tutaj potrzebne.

Dziewczynę, która czytała w metrze polecam każdemu. W szczególności jednak tym osobom, które są znudzone monotonią życia codziennego. Może, tak jak ja, odnajdziecie w tej historii jakiś promyk nadziei? Wszystkim czytelnikom tego życzę.

A takich książek, powinno być dużo więcej – z pozoru nieco infantylnych, ale w istocie pełnych prawdy o życiu i ludziach; książek wywołujących ten nieśmiały uśmiech na dłużej.

A na koniec jeszcze mój ulubiony cytat.

Ja mu powiedzieć, że tak, że to mniej więcej to? Że w końcu uwierzyła, nie, że uzyskała pewność, że między kartami książek kryją się i wszystkie choroby, i wszystkie lekarstwa. Że spotykało się tam zdradę, samotność, morderstwo, obłęd, wściekłość – wszystko, co może chwycić za gardło i zmarnować ci życie, nie mówiąc już o życiu innych ludzi, i że czasami płacz nad zadrukowaną kartką mógł ocalić komuś życie. Że znalezienie bratniej duszy na kartach afrykańskiej powieści albo koreańskiej baśni pomaga zrozumieć, jak podobne zło gnębi ludzi na całym świecie, jak bardzo są do siebie podobni i że być może potrafią ze sobą rozmawiać – uśmiechać się do siebie, pieścić, dawać sobie sygnały rozpoznawcze, nieważne jakie – żeby aż tak się nie ranić.

Wydawca: Publicat S.A.

Z francuskiego przełożyła: Krystyna Szeżyńska-Maćkowiak


Trójka e-pik

Książka przeczytana w ramach wyzwania Trójka e-pik organizowanego na blogu Książki Sardegny.

Kategoria: Książka z więcej niż trzema wyrazami w tytule.

Jak ja się cieszę, gdy kategorie wyzwania pasują do pozycji ze stosu zalegających mi książek! <3