Recenzja: Dziewczyna z konbini
Product by:
Sayaka Murata

Recenzent:
Ocena:
5

Podsumowanie:

Sayaka Murata zmusza nas do zastanowienia się nad tym, czy warto. Chce, abyśmy odpowiedzieli sobie na pytanie, jaka jest cena konformizmu, czy naprawdę chcemy być częścią bezkształtnej masy zwanej społeczeństwem i czy akceptacja jest tym, co naprawdę daje nam szczęście.

W powieści Tożsamość: Milan Kundera pyta: Jaki to sędzia postanowił, że konformizm jest złem, a nonkonformizm dobrem? Czy przystosować się nie znaczy zbliżyć się do innych ludzi? Czy konformizm nie jest wielkim miejscem spotkania, do którego spływają zewsząd wszyscy, w którym życie jest bardziej gęste, żarliwsze? Te same pytania zdaje się zadawać Sayaka Murata w swojej powieści Dziewczyna z konbini – powieści małej objętościowo, ale pełnej wielkich i wartościowych treści. I, jak to zwykle bywa w przypadku dobrych książek, pytania zostały postawione, ale odpowiedzieć musimy sobie sami.

Dziewczyna z konbini – Sayaka Murata [fabuła]

Keiko Furukura ma 36 lat, nie ma męża ani dzieci i wciąż dorywczo pracuje w konbini, czyli niewielkim, wielobranżowym sklepiku otwartym przez całą dobę. Brzmi całkiem zwyczajnie, prawda? Komu może przeszkadzać cicha kobieta, która żyje swoim życiem? Jak się okazuje – wszystkim. Dlaczego? Ponieważ ani trochę nie wpisuje się ona w sztywne normy japońskiego społeczeństwa, które, jak wszyscy wiemy, jest całkiem specyficzne.

Keiko jest osobą autystyczną. Widzi świat na swój sposób, wszystko traktuje bardzo dosłownie i zwyczajnie nie pojmuje zasad, które rządzą światem. Od dzieciństwa ma problemy z dostosowaniem się i nazywa siebie „zepsutą”. Nie rozumie jednak, co w niej jest zepsute i, choć nie wie jak, większość życia próbuje się naprawić. Dopiero gdy trafia do konbini, coś się zmienia.

Konbini to miejsce obowiązkowej normalności.

Dlatego właśnie Keiko dobrze czuje się w konbini – w świecie, którym rządzą jasno określone zasady, w których istnieje jeden wzorzec zachowań dla wszystkich, w którym nic się nie zmienia. Furukura żyje dla konbini, w rytm jego dźwięków. Jej dzień uzależniony jest od dnia pracy, a pracowniczy uniform to część jej osobowości.

Keiko jest na swój sposób szczęśliwa. Nieszczęśliwe jest jednak społeczeństwo, dla którego jest dziwadłem, wyrzutkiem, bezwartościowym osobnikiem, który nic nie wnosi do społeczeństwa. Bo przecież nie ma dzieci, nie ma męża. Nie ma nawet pracy na etat. A tego wymaga społeczeństwo, na każdym kroku udowadniając Keiko, że naprawdę jest zepsuta.

Aż pewnego dnia do konbini przychodzi nowy pracownik. Mężczyzna, który zmaga się z podobnymi problemami i za wszelką cenę też chce się naprawić (poza tym jest zwyczajnym dupkiem, ale to tylko moja opinia). Czy tej dziwnej parze uda się w końcu spełnić oczekiwania społeczeństwa?

Dziewczyna z konbini – Sayaka Murata [recenzja]

Świat normalnych ludzi nie znosi odmienności.

Sayaka Murata stworzyła niesamowitą bohaterkę, której myśli i zachowania nie tylko zaskakują, ale często także mrożą krew w żyłach. Bohaterkę, która ma za zadanie obnażyć wady i absurdy japońskiego społeczeństwa, w którym nie ma miejsca na odmienność. Wszelkie nietradycyjne i nieszablonowe zachowania są napiętnowane.

Oddając głos Keiko, autorka zwróciła uwagę na problem aspołecznych jednostek, które do normalnego funkcjonowania potrzebują ładu i jasnych zasad. A te zasady nie zawsze pokrywają się z zasadami, które rządzą harmonijnym, tradycyjnym i uporządkowanym społeczeństwem Japonii. O ironio!

Dziewczyna z konbini to książka napisana w niezwykle zgrabny i subtelny sposób. To, jak Keiko opowiada nam swoją historię, jest poniekąd odwzorowaniem świata, w którym żyje. Narracja jest ciasna, jak kawalerka kobiety. Ma regularny rytm, jak każdy dzień w konbini, jak każdy dzień Keiko.

Sayaka Murata zmusza nas do zastanowienia się nad tym, czy warto. Chce, abyśmy odpowiedzieli sobie na pytanie, jaka jest cena konformizmu, czy naprawdę chcemy być częścią bezkształtnej masy zwanej społeczeństwem i czy akceptacja jest tym, co naprawdę daje nam szczęście. Ale, tak, jak wspomniałam na początku, nie otrzymamy żadnych oczywistych odpowiedzi.


Ze egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego.