Recenzja: Magiczne lata
Autor:
Robert McCammon

Recenzent:
Ocena:
5

Podsumowanie:

Czytanie Magicznych Lat jest jak spacer po wspaniałej galerii postaci i obrazów. I to obrazów tak pięknych i realnych, że aż trudno uwierzyć, że to tylko obrazy... A każdy z nas chciałby, aby jednak były one prawdziwe. 

Nie śpiesz się do dorosłości. Staraj się pozostać chłopcem tak długo, jak to tylko możliwe, bo gdy raz stracisz moc magii, pozostaniesz żebrakiem szukającym jej okruchów. 

 
Trudno jest pisać zwykłymi słowami o książce niezwykłej. Choć określenie to w stosunku do Magicznych Lat wydaje się być przynajmniej banalne. Robert McCammon pisze bowiem o rzeczach niesamowitych, w dodatku w sposób iście nietuzinkowy. I choć lekturę zakończyłam już jakiś czas temu, to wciąż nie mogę ubrać w słowa wrażenia, jakie na mnie wywarła. Przychodzą mi więc do głowy słowa Stephena Kinga: O najważniejszych sprawach najtrudniej opowiedzieć. Są to rzeczy, których się wstydzisz, ponieważ słowa pomniejszają je – słowa powodują, iż rzeczy, które wydawały się nieskończenie wielkie, kiedy były w twojej głowie, po wypowiedzeniu kurczą się i stają zupełnie zwyczajne (Ciało).
 
Chciałam zacząć od zarysowania fabuły, jednak po dłuższym namyśle doszłam do wniosku, że tak naprawdę nie ona jest tutaj najważniejsza. Bo Magiczne Lata to coś więcej niż wydarzenia – ta książka to kawałek duszy, nuta magii i ogrom sentymentu przelane bezpośrednio na kartki papieru. To Ameryka lat 60. pokazana oczami dwunastoletniego Cory’ego Mackensona, który pewnego marcowego poranka zobaczył coś, co odmieniło życie jego i jego rodziny. Makabrycznie pobity i brutalnie zamordowany mężczyzna uwięziony w tonącym samochodzie uwolnił straszliwe lęki. Bo przecież mordercą jest ktoś miejscowy, ktoś kto wiedział, jak głębokie jest Jezioro Saksońskie, ktoś z Zephyr. Dlatego Cory na własną rękę postanawia znaleźć sprawcę.

 

Mój tato żył na tym świecie trzydzieści cztery lata. Widywał już nieboszczyków (…). Kilkakrotnie patrzył w uśmiechniętą szyderczo twarz śmierci i znosił ten widok jak mężczyzna, ale tym razem było inaczej. Tym razem śmierć miała oblicze mordu.

 

I wydawać by się mogło, że Magiczne Lata to kolejny młodzieżowy kryminał, opowieść o domorosłym detektywie, który uratuje miasto przed psychopatycznym mordercą. Nic bardziej mylnego! Kryminalny wątek schodzi bowiem na drugi, czasem nawet trzeci plan, ustępując miejsca opowieściom o pięknej, młodzieńczej przyjaźni, pierwszych zauroczeniach, trudnych wyborach, dorastaniu i przemijaniu. A urokliwe Zephyr staje się jednym z głównych bohaterów powieści Roberta McCammona.
 
Zephyr to miasteczko typowe, gdzie wprost zatrzymał się czas. Każdy zna każdego, ludzie się uśmiechają, a w powietrzu unosi się zapach pieczonego chleba. Jest tutaj kawiarnia „Pod Błyszczącą Gwiazdą”, mały sklepik spożywczy „Piggly-Wiggly”, dom, w którym mieszkają sprzedajne dziewczyny oraz kinoteatr „Liryczny” – miejsce spotkań młodych mieszkańców miasteczka. Lata 60. to okres działalności Ku-Klux-Klanu, wszędzie panuje całkowity brak tolerancji, więc Murzyni mieszkają na obrzeżach miasta. W jeziorze żyje natomiast ogromny potwór – Stary Mojżesz, którego istnienie poddawane jest przez większość mieszkańców pod wątpliwość, a czarnoskórym przewodzi tajemnicza, posiadająca nadprzyrodzone zdolności, ponad stuletnia Dama. Można też spotkać ducha w czarnym samochodzie, widmo tragicznie zmarłego chłopca, wiara potrafi ożywiać zwierzęta, a dzieci rozwijają skrzydła i latają nad ulicami Zephyr. Gangsterskim życiem miasta trzęsie tajemnicza mafia i przemysł bimbrowniczy, a niespełniony pisarz przechadza się alejkami zupełnie nago. Natomiast w tle wciąż pobrzmiewa widmo niewyjaśnionego morderstwa, a jedynym tropem jest tajemnicze, zielone piórko znalezione przez Cory’ego na miejscu zbrodni. Narrator tworzy więc w naszej wyobraźni fantastyczną mozaikę różnorodnych i wielobarwnych elementów, od których nie sposób oderwać wzrok. 
 
Magiczne Lata to nie jest zwykła książka. To przede wszystkim pełna sentymentu, piękna i mądra opowieść o dorastaniu, zmianach, niełatwych wyborach i przemijaniu. Autor w swoim najgłośniejszym dziele porusza wiele trudnych tematów, z którymi konfrontuje młodego bohatera – strata pracy, brak pieniędzy, rasizm czy śmierć i strata najbliższych. Cory musi patrzeć, jak cywilizacja i postęp zjadają piękne czasy jego młodości, a lęki, koszmary i nierozwiązana tajemnica powoli zjadają ojca. Na szczęście jest chłopcem niezwykle bystrym, wyjątkowym obserwatorem, który starannie analizuje fakty i powoli wyciąga wnioski. Usilnie stara się zrozumieć decyzje dorosłych i otaczający go świat, choć niekiedy jest to zadanie bardzo trudne. Cała historia owiana jest więc magią i ciekawością właściwymi dla chłopięcej fantazji. 
 
Każdy rozdział książki można potraktować jako osobne opowiadania, które posiadają swoje główne wątki, i które łączą się w nierozerwalną całość za sprawą kilku elementów. Niektóre z tych opowiadań napełniają nadzieją, inne wzruszają, przywołują wspomnienia, wywołują refleksję czy wzruszają. Ale są też takie chwile, w których Magiczne Lata łamią serce i rzucają nim o podłogę. I chyba tylko człowiek o kamiennym sercu nie zapłakałby choć raz podczas lektury. 

 

Jeśli ludzie płaczą na filmach, to dlatego, że w ciemnym kinie przez krótką chwilę dotykają złotego źródła magii. Potem wychodzą w jaskrawe światło rozsądku i logiki i źródło wysycha, ludzie zaś czują w sercu dziwny smutek i nie wiedzą dlaczego. Kiedy jakaś piosenka poruszy w tobie wspomnienie, kiedy wirujące w promieniu światła pyłki odwrócą twoją uwagę od świata, kiedy nocą słyszysz w oddali stukot kół przejeżdżającego pociągu i zastanawiasz się, dokąd też on zmierza, wykraczasz poza człowieka, którym jesteś, i miejsce, w którym się znajdujesz. Na najkrótszą z krótkich chwil wkraczasz do czarodziejskiego królestwa.

 

W Magicznych Latach najpiękniejsze jest właśnie to, że pozwala wkroczyć do czarodziejskiego królestwa, że wzbudza tęsknotę do tych najpiękniejszych lat, kiedy najważniejsza była przyjaźń, rower, słońce na twarzy i wiatr we włosach. Sprawia, że gdzieś głęboko stajemy się żebrakami szukającymi okruchów dzieciństwa
 
McCammon stworzył historię niezwykłą i napisał ją językiem nadzwyczajnym. Dzięki temu w mistrzowski sposób manipuluje czytelnikiem, który tańczy tak, jak autor postanowi zagrać. Dobierając odpowiednie słowa, porusza najgłębsze pragnienia. Rozległe opisy bogate są w szczegóły i to właśnie one sprawiają, że budzi się to nasze wewnętrzne dziecko, że to znów ono patrzy na świat. Czytanie Magicznych Lat jest jak spacer po wspaniałej galerii postaci i obrazów. I to obrazów tak pięknych i realnych, że aż trudno uwierzyć, że to tylko obrazy… A każdy z nas chciałby, aby jednak były one prawdziwe
– Mogą wyglądać dorośle – mówiła pani Neville – ale to tylko pozory. To glina, która oblepia ich z biegiem czasu. Mężczyźni i kobiety w głębi serca są wciąż dziećmi. Nadal chcieliby się bawić i skakać, ale ciężka glina im na to nie pozwala. Mają ochotę zrzucić kajdany, jakie nałożył im świat, zdjąć zegarki, krawaty i niedzielne buty i chociaż przez jeden dzień potaplać się na golasa w sadzawce. Chcieliby się poczuć wolni, a równocześnie wiedzieć, że w domu są mamusia i tatuś, którzy się wszystkim zajmą i zawsze będą ich kochać. Nawet w najgorszym na świecie człowieku, kryje się mały, przestraszony chłopczyk, który wciska się w kąt, żeby go nikt nie skrzywdził.
 
Podsumowanie:
Autor: Robert McCammon
Tytuł: Magiczne Lata
Strony: 649
Wydawca: Papierowy Księżyc
Moja ocena: 10+/10
Krótko, bo o niektórych rzeczach mówić wiele nie trzeba. Odsyłam jeszcze do recenzji książki Serca Atlantydów Stephena Kinga, ponieważ Magiczne Lata właśnie tę książką przywodzą mi na myśl.
Nie dorastajcie nigdy!