Recenzja: Po drugiej stronie
Autor:
Rafał Cuprjak

Recenzent:
Ocena:
5

Podsumowanie:

Po drugiej stronie to bez dwóch zdań najbardziej wymagająca książka, jaką ostatnio czytałam. Jedna z tych niewielu pozycji, które pozostawiają mnie w zachwycie na długie tygodnie, nie dają o sobie zapomnieć.

Można to porównać do układania puzzli składających się z bardzo wielu elementów. Nie wiesz jednak, jaki będzie efekt końcowy. Dopasowujesz kolejne części nieznanego obrazu i gdy wydaje Ci się, że już się domyślasz – dokładasz kolejny element i okazuje się, że to jednak nie to. Tak właśnie czyta się debiutancką powieść Rafała Cuprjaka Po drugiej stronie.

Dlatego pojawia się tutaj problem z zarysowaniem tej wielowątkowej fabuły, która składa się z wielu miejsc, planów czasowych, postaci i wydarzeń. Przede wszystkim postaci i aż dziw, że autor sam się podczas pisania nie pogubił, a każdy z ogromu rozpoczętych wątków zostaje zakończony.
Chociaż Aleksander nie wymyka się kanonom kreowania ekscentrycznych artystów, jest postacią zgoła nietuzinkową. Poza schizofrenią, alkoholizmem oraz przeuroczym, wyimaginowanym przyjacielem posiada malarski talent i specjalny dar, dzięki któremu jego dzieła żyją. Dosłownie! Niczym te Edgara Freemantle’a z tytułową Ręką Mistrza, ale w tym przypadku to coś o wiele większego.
Gdzieś obok Aleksandra żyją inne postaci, a każdy rozdział powierzchownie nas z nimi zapoznaje, tworząc niezrozumiałą mozaikę nic nieznaczących postaci i ich – niełączących się w żaden przyczynowo-skutkowy związek – historii. Mówiłam, że to jak puzzle?
Poznajemy zbuntowanego, ujaranego gandzią Cypisa, uzależnioną od cyberseksu Moni, ekskluzywną dziwkę Natalię, biznesmana Antoniego, bohaterów żyjących w czasach Drugiej Wojny Światowej i wiele innych pobocznych postaci, których w pewnym momencie łączy motyw NOŻA. Nie jakiegoś tam zwykłego kuchennego przyrządu, ale tego jedynego, posiadającego obezwładniającą i uzależniającą moc NOŻA, który to do końca pozostaje tak naprawdę największą tajemnicą. Część bohaterów żyje w czasach współczesnych, część żyła kiedyś, inni żyli kiedyś i żyją teraz. Więcej nie zdradzę, bo powiem za dużo.
O czym jest moja książka? O tym, że maluję obrazy. Tworzę coś z niczego, czyli w pewnym sensie jestem bogiem, ale nie tym z Paktofoniki, i nie Jezusem Chrystusem, nawet nie Zeusem, tylko takim małym bogiem, bożkiem. Kiedy zasypiam, obrazy się budzą, życie w nich toczy się normalnie, tak jak u nas, tam też jedzą, płodzą dzieci, łoją wódę, kłócą się, jarają gandzię. Taki świat wykreowałem.
To było ryzykowne zagranie ze strony autora, aby tworzyć tak wiele, tak bardzo psychologicznie złożonych postaci oraz tyle miejsc wydarzeń, jednak Rafał Cuprjak wybrnął z postawionego sobie wyzwania całkowicie obronną ręką. Jak? Wszystko dzięki precyzji i konsekwencji w konstruowaniu fabuły oraz narracji, która poprowadzona została w sposób iście mistrzowski! Jest ona bowiem pierwszoosobowa, co też jest dla pisarza pewnym utrudnieniem. Nawet, gdy jest prowadzona z perspektywy jednej osoby. Poprzeczka znów podniesiona wysoko, ponieważ Pan Autor postanowił wczuć się w każdą postać. Nie. On był każdą z tych postaci, dlatego nie można mówić tutaj o problemie gubienia się kto jest kim, z kim i dlaczego. Zapoznawał nas z ich myślami, pragnieniami, lękami. Przede wszystkim tymi ostatnimi, bowiem nie da się ukryć, że Po drugiej stronie to misternie skonstruowana opowieść o strachu w czystej postaci. Ale nie tylko o tym. Tak bardzo chciałabym powiedzieć Wam więcej o fabule, ale lepiej będzie, gdy poznacie ją sami.
Należy (i naprawdę warto!) wysilić więc całą szarą masę, bo nie jest to książka łatwa, lekka i przyjemna. Autor trochę ułatwia czytelnikom tę powieściową podróż, po kolei prowadzi za rękę, lecz gdy pozornie odpowiada na jedno pytanie, tym samym stawia kolejne dwa. Popis kreacjonizmu na najwyższym poziomie!
I teraz to, co lubię najbardziej, czyli język. Tutaj również się nie zawiodłam, a Rafał Cuprjak zaspokoił moje wszelkie estetycznie zachcianki w tym zakresie. Nasuwa mi się porównanie tego osobliwego języka do plastyczności i poetyki Sklepów Cynamonowych Brunona Schultza, a więc czego chcieć więcej? Może trochę abstrakcji i magii, które odnaleźć można w książkach Jonathana Carrolla? Proszę bardzo, jest!
Zdaję sobie sprawę, że niektórych czytelników mogą męczyć długie, zawiłe zdania i pewna toporność w ich konstrukcji. Myślę, że definiują one jednak nieprzeciętny idiostyl* autora. Co ciekawe każda z postaci posiada swój indywidualny idiolekt* zależny od środowisk w jakich przebywają, prac, jakie na co dzień wykonują, płci, wieku czy doświadczenia, więc Po drugiej stronie to prawdziwy rarytas dla miłośników językowych smaczków. 
Zachwyca mnie też pewna naturalność w prowadzeniu dialogów i co dziwne – fakt, że nie ma ich za dużo. Lepiej czyta mi się książki ubogie w rozległe opisy i lubię dobre dialogi. W tej powieści zauważyć można pewną ich oszczędność, jednak wcale mnie to nie męczyło, a nawet w tym przypadku zadziałało na plus. Zastąpione zostały bowiem świetnymi monologami określającymi bohaterów – bez zbędnych słów (choć chciałoby się tutaj użyć bardziej dosadnego języka).
Moim zdaniem zbędna jest też dyskusja dotycząca przynależności gatunkowej tej powieści. Horror, thriller, thriller metafizyczny, fantasy, dramat… Nazywajcie sobie tę książkę, jak chcecie, wkładajcie do dowolnej szuflady. U mnie znajduje się ona po prostu pod literką N – Najlepsze.
Po drugiej stronie to bez dwóch zdań najbardziej wymagająca książka, jaką ostatnio czytałam. Jedna z tych niewielu pozycji, które pozostawiają mnie w zachwycie na długie tygodnie, nie dają o sobie zapomnieć. Wracam do niej często i czytam wyrywkowe fragmenty, ciesząc swoje oczy i serce wysublimowanym stylem, układając tę mozaikę na nowo. Mam wrażenie, że to książka napisana specjalnie dla mnie!
Gdy dopasujecie do siebie wszystkie porozrzucane elementy tych fabularnych puzzli, ujrzycie obraz tak psychodeliczny i piękny, że długo jeszcze będziecie chcieli na niego patrzeć, zaczarowani abstrakcyjną jego kolorystyką. Naprawdę warto i szczerze polecam tę perełkę, którą odnalazłam na swoim lokalnym podwórku.

Podsumowanie:
Autor: Rafał Cuprjak
Tytuł: Po drugiej stronie
Strony: 350
Wydawca: Genius Creations
Moja ocena: 10++/10

Będzie jeszcze niedługo mój wywiad z Rafałem Cuprjakiem, którego udzielił mi twarzą w twarz przy ciepłej herbacie i zimnym piwie. Oczekujcie i czytajcie!
Słowo i Poezja!

* idiostyl, idiolekt – posłużyłam się definicjami Andrzeja Kudry z artykułu Idiolektostylem w mur, czyli o idiolekcie, idiostylu i krytycznej analizie dyskursu – na przykładzie felietonów Krzysztofa Skiby w tygodniku „Wprost”, dostęp online 26.06.2016.