Recenzja: Post Scriptum
Autor:
Milena Wójtowicz

Recenzent:
Ocena:
4

Podsumowanie:

„Post Scriptum” to kawał naprawdę świetnej, dobrze skonstruowanej, niebanalnej i spójnej współczesnej fantastyki, obok której nie umiem przejść obojętnie.

Same przyjemne rzeczy…

Przepisy BHP raczej w nikim nie budzą niezdrowej ekscytacji. Żaden pracownik ani przedsiębiorca nie wyczekuje audytu BHP i wizyty szurniętej behapówki. Ja dodatkowo dostaję alergii na słowo „coaching”, a niemal każdy trener personalny to mój wróg publiczny numer jeden. Jednak od każdej reguły są wyjątki. Bo w książce Mileny Wójtowicz zarówno zasady BHP jak i ten cały coaching są nieziemsko interesujące i śmiertelnie zabawne!

Post Scriptum – fabuła

Sabina Piechota to typowa behapówka, której wszyscy się boją. No, dobrze, może nie do końca typowa. Jest bowiem prawdziwą strzygą. Uzależnioną od cukru strzygą, która pasjonuje się określaniem ryzyka zawodowego wśród nienormatywnych istot. Piotr Strzelecki natomiast jest wielbicielem świeczek i lawendy, coachem, psychologiem oraz doradcą post mortem. Oznacza to mniej więcej tyle, że prowadzi on terapie dla nienormatywnych i nie do końca już żywych ludzi i nieludzi. A tych, jak się okazuje, w Brzegu jest mnóstwo.

Sabina i Piotr prowadzą razem firmę PS Consulting, której głównymi klientami są wampiry, wiły, wilkołaki, duchy itp. Zupełnie przez przypadek i całkowicie nie z własnej woli wplątują się w kryminalną, paranormalną intrygę. W Brzegu bowiem pojawił się samozwańczy pogromca potworów, który podejmuje próby pozbawienia życia wszystkich nienormatywnych. Sabina i Piotr postanawiają rozpocząć śledztwo. Mając jednak na uwadze całkowity brak zdolności detektywistycznych, zwracają się o pomoc do pewnego policjanta, któremu zdarza się wyć do księżyca… Gdy Winchester-amator sięga po drewniany kołek, sytuacja staje się całkiem niebezpieczna i mocno napięta.

Post Scriptum – recenzja

Aż chciałoby się napisać, jak lekka i przyjemna jest ta książka. Chciałoby się powiedzieć, jak szybko się ją czyta, że człowiek świetnie się bawi i śmieje do książki, jak ujarany wariat. Bo poniekąd tak jest. Ale takie słowa nierzadko sugerują, że książka jest raczej słaba, że jest zwykłym czytadłem na jeden wieczór, a tego o powieści Mileny Wójtowicz powiedzieć nie można. Bo chociaż w Post Scriptum znajdziemy humor, absurd, bezbłędne postaci i wciągającą akcję, nie zabranie także mnóstwa literackich i kulturowych nawiązań, a fabuła, która na pierwszy rzut oka może wydawać się nieco infantylna, pozbawiona jest banalnych i naiwnych rozwiązań. Post Scriptum to idealny dowód na to, że literatura stricte rozrywkowa może być naprawdę dobra. A w tej powieści dobroci jest naprawdę dużo.

Na początek – bohaterowie. Tak bardzo przerysowani, a jednak tak bardzo prawdziwi w tym stworzonym przez Wójtowicz świecie. Nie mają może wybitnie pogłębionych psychologicznych portretów, ale mają to, czego wielu książkowym postaciom brakuje – charakter i autentyczność. I to wszyscy. Bez wyjątku.

Nierzadko literatura rozrywkowa, a w szczególności jej warstwa komediowa, przepełniona jest banalnymi dialogami i humorem rodem z reklam sieci telefonii komórkowych. W Post Scriptum tego nie znajdziemy. Dialogi oraz żarty są całkowicie niewymuszone i naturalne, co w połączeniu z autentycznymi bohaterami tworzy spójne uniwersum będące gotową i kompletną kanwą, na której można było wysnuć tę kryminalno-detektywistyczną historię rodem z Supernatural. A jest to historia porywająca, zabawna i inteligentna, która subtelnie muska naszą podświadomość, każąc jej na chwilę zagłębić się w refleksji nad swoim „ja”. Bardzo subtelnie i z wyczuciem.

Post Scriptum – podsumowanie

Ktoś kiedyś powiedział mi, że skoro podoba mi się twórczość Marty Kisiel, Milena Wójtowicz także przypadnie mi do gustu. Tak własnie się stało, a porównanie to nie okazało się wyssane z palca (jak początkowo przypuszczałam). Co ciekawe, obie panie należą do Hardej Hordy, którą uważam za twór nie tyle wspaniały, o ile bardzo polskiej literaturze fantastycznej potrzebny. To właśnie tam po raz pierwszy spotkałam się z twórczością Mileny Wójtowicz i przypomniałam sobie, że przecież jej powieść zalega na moim czytniku od jakiegoś czasu.

I naprawdę żałuję, że po Post Scriptum sięgnęłam dopiero teraz. Bo to kawał naprawdę świetnej, dobrze skonstruowanej, niebanalnej i spójnej współczesnej fantastyki, obok której nie umiem przejść obojętnie. Muszę więc polecać ją wszystkim. A więc polecam!


Moja ocena: 8/10

Wydawnictwo Jaguar