Recenzja: Vice Versa
Autor:
Milena Wójtowicz

Recenzent:
Ocena:
5

Podsumowanie:

„Vice Versa” to książka, która mnie zauroczyła, ujmująca historia o międzyludzkich relacjach osadzona w nienormatywnym świecie.

Nie czekając na kolejny sezon…

Tak samo jak lubię seriale, lubię też książkowe serie. Nie lubię jednak czekać na kolejne sezony czy tomy. Dlatego tak bardzo ucieszyłam się, że Pani Listonosz doręczyła mi paczkę z Vice Versa tego samego dnia, którego skończyłam czytać Post Scriptum. Mogłam więc od razu wziąć się za kontynuowanie przygody w pełnym absurdów świecie Mileny Wójtowicz, nie rozstając się z Piotrem i Sabiną nawet na chwilę.

Liczyłam się z tym, że drugi tom może nie sprostać moim oczekiwaniom, ponieważ pierwszy ustawił poprzeczkę bardzo wysoko. Tymczasem Vice Versa tę poprzeczkę najpierw przeskoczyło, a następnie podniosło jeszcze wyżej, całkowicie moje oczekiwania przerastając.

Vice Versa – fabuła

Po niekonwencjonalnym rozprawieniu się z niedoszłą łowczynią nienormatywnych, życie Sabiny i Piotra powoli wraca do normy. Piotr stara się zaakceptować swoją nienormatywność, przepracowując pewne kwestie, a Sabina zatrudnia asystentkę i wciąż pochłania słodycze w ilościach hurtowych. Wspomniana asystentka nie spodziewała się, że podpisując umowę z PS Consulting, podpisuje cyrograf, który nieodwołalnie wprowadzi ją w świat nienormatywności. Żaneta Wawrzyniak sama bowiem do końca normatywna nie jest, co zupełnie jej się nie podoba. Dodatkowo ma na głowie uzależnioną od cukru szefową z piekła rodem, szefa na skraju emocjonalnego załamania lawendowego oraz studia ochrony środowiska. I jakby tego było mało, śledzi ją dziergająca na drutach staruszka…

Wkrótce pojawiają się także pogłoski o skażonym terenie, który ma negatywny wpływ na istoty nienormatywne. I to własnie jej, asystentce, Żanecie Wawrzyniak, przyjdzie się z tym wszystkim uporać. A przecież trzeba jeszcze uratować mitycznego Złotego Cusia, który ponad wszystko kocha piosenki Dawida Podsiadły. Żanetka prędko spokoju nie zazna…

Vice Versa – recenzja

Druga część opowieści ze świata Sabiny i Piotra to doskonały dowód na to, że nie jest potrzebna fabuła, jeżeli ma się tak charakterne i autentyczne postaci. To nie tak, że w Vice Versa fabuły w ogóle nie ma. Nie. Ona po prostu schodzi gdzieś na dalszy plan, ustępując miejsca bohaterom, którzy tutaj grają pierwsze skrzypce. A tutaj tych bohaterów mamy cały ogrom. Niektórych znamy już z pierwszej części, niektórzy są zupełnie nowi, jednak każdy z nich w tej historii jest niezbędny i każdy dostał zestaw niepowtarzalnych cech.

W Vice Versa ważne zadanie dostała matka Piotra – Marysia Strzelecka oraz jej partnerka – Ludmiła Marciniak, która okazała się być prawdziwym łowcą potworów. Obie kobiety został obdarzone tak wybuchową mieszanką cech, że ich duet okazał się bezbłędny.

Vice Versa to książka, której nie da się jednoznacznie zaszufladkować pod względem gatunkowym. Mamy tutaj urban fantasy, mamy komedię kryminalną, nieco dramatu i szczyptę parodii. Wszystko to Milena Wójtowicz wymieszała w idealnych proporcjach, tworząc książkę, która mnie ujęła i szczerze zauroczyła – swoją lekkością, plastycznością i nietuzinkowym poczuciem humoru.

Niezwykle ucieszyło mnie, że autorka postanowiła nieco więcej uwagi poświęcić głównym bohaterom i ich relacji. W pierwszej części przyjaźń Sabiny i Piotra była tylko zarysowana. Vice Versa zagłębia się w charakter tej skomplikowanej relacji i pokazuje ją z dwóch perspektyw, które topią serca. Z resztą nie tylko przyjaźń Piotra i Sabiny została mocno zaakcentowana. Książka w ogóle krąży blisko tematów międzyludzkich relacji. Obserwuje, analizuje, ale nie ocenia i nie stara się umoralniać. Co ciekawe, żadna z postaci nie jest ani zła, ani dobra. U Wójtowicz dużo jest szarości umotywowanej uczuciami, pragnieniami i dążeniami. Dlatego właśnie wszystko wydaje się być na swoim miejscu, spójne i prawdziwe.

Moje stopione serce zdobył także absurdalny, acz niezwykle zabawny komizm sytuacyjny, którego wisienką na torcie okazał się pewien gnom. Nie mogłam nie śmiać się również na myśl o mitycznym stworzeniu, zakochanym w piosenkach Dawida Podsiadły i w ogóle w muzyce rozrywkowej. Żart zawarty w dialogach jest bezpretensjonalny i niewymuszony, a same dialogi – autentyczne. Sama autorka nie stara się na siłę być zabawna. Zabawny jest po prostu cały świat, który stworzyła i który ja bez zastrzeżeń kupuję całą sobą.


Moja ocena: 9/10

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Jaguar.