Recenzja: Władza absolutna
Autor::
Remigiusz Mróz

Recenzent:
Ocena:
5

Podsumowanie:

Tutaj naprawdę dostajemy „House of cards” osadzone co prawda w polskich realiach, ale z paskudnymi i krwawymi intrygami niczym nie odbiegającymi od tych, które znamy z książek Michaela Dobbsa czy serialu Beau Willimona.

Mój stosunek do twórczości Remigiusza Mroza znają już chyba wszyscy. Nie jest też tajemnicą, że serię „W kręgach władzy” ukochałam sobie od pierwszego tomu, twierdząc uparcie, że są to najlepsze książki pisarza. Możecie sobie mówić, co chcecie, wynosić na piedestał Chyłkę do spółki z Zordonem czy Forsta. Osobiście uważam, że Mróz nie popełnił lepszych książek niż Wotum Nieufności i Większość bezwzględna. A teraz mamy do tego istną wisienkę na torcie – trzeci tom serii political fiction, czyli Władzę absolutną.

Od pierwszego tomu seria reklamowana była jako „Polskie House of Cards” z czym nijak nie mogłam się zgodzić. Nie to, że były gorsze. Po prostu wydarzeniom przedstawionym w pierwszych dwóch tomach daleko było do amerykańskich intryg politycznych. Co innego Władza absolutna! Tutaj naprawdę dostajemy House of cards osadzone co prawda w polskich realiach, ale z paskudnymi i krwawymi intrygami niczym nie odbiegającymi od tych, które znamy z książek Michaela Dobbsa czy serialu Beau Willimona. Jest ohydnie, jest krwawo i brzydko. I nie są to bynajmniej wady.

Władza absolutna – fabuła

W zamachu, który miał miejsce na końcu drugiego tomu, ginie nie tylko prezydent Daria Seyda, ale także wszystkie osoby, które potencjalnie mogłyby stanąć na czele państwa. Polskie prawo nie przewiduje takiej sytuacji. Nie ma w zanadrzu listy swoich designed survivors, jak ma to miejsce np. w Ameryce. Ciągłość władzy nie tyle została zachwiana, co zwyczajnie przerwana. Polska stoi na skraju anarchii, pojawiają się pogłoski o planowanych atakach obcych wojsk na terytorium kraju, a zdezorientowani ministrowie zdają się nie wiedzieć, co począć.

Rozpoczyna się więc walka o władzę. Rozpoczyna się najbardziej krwawa kampania wyborcza, jaką widział ten kraj. Politycy nie mają żadnych zahamowań w walce o swój kawałek tortu. Żadnych. Co więcej, pojawiają się doniesienia, jakoby zamach pod sejmem był tylko małą częścią ogromnego spisku. Kto odkryje prawdę? Jaką cenę przyjdzie zapłacić tym, którzy faktycznie będą tego próbowali? Kim jest tajemniczy Ivan, który stara się zniszczyć Patryka Hauera?

Kłamanie stanowiło nawóz, dzięki któremu można było uprawiać politykę – klucz tkwił w tym, by nikt nie wiedział, z jakiego gnoju składa się mieszanka użyźniająca grunt

Patryk Hauer, jak wszyscy, w zaistniałej sytuacji widzi okazję do osiągnięcia celu, do którego dążył przez całe życie. Problem jednak w tym, że bardziej niż samo zdobycie władzy, zacznie interesować go… odkrycie prawdy.

Władza absolutna – recenzja

Po skończonej lekturze drugiego tomu byłam nieco zaskoczona, że autor postanowił uśmiercić swoją główną bohaterkę. Byłam wręcz rozczarowana i przekonana o tym, że nic dobrego z tego nie wyniknie. A jednak! Mróz po raz kolejny mnie zaskoczył, udowadniając, że było to celowe zagranie, preludium do tego, na co naprawdę go stać.

We Władzy absolutnej głównymi bohaterami stali się więc Patryk Hauer i jego małżonka oraz chorąży Kitlińska, która była bezpośrednio odpowiedzialna za bezpieczeństwo byłej prezydent. Bardzo mnie ten fakt ucieszył, ponieważ bardzo polubiłam tę postać i miałam nadzieję na poznanie jej dalszych losów.

Co takiego wyjątkowego jest w tej części serii? Wszystko! Mam wrażenie, że Remigiusz Mróz wziął ze swoich pisarskich umiejętności wszystko to, co najlepsze, wycisnął esencję ze swojej twórczości i wszystko to wrzucił do jednego worka, który zatytułował Władza absolutna. Stworzył w ten sposób naprawdę przejmujący i dojrzały thriller, stworzył nieoczywistą fabułę pełną śmiertelnych intryg i, w końcu, stworzył historię o dążeniu do prawdy, która nie tylko zaskakuje. Prawda okazuje się bowiem być tak ohydna, brudna i bezwzględna, że aż ciężko się na nią patrzy.

Jeśli kiedykolwiek potrzebowała potwierdzenia, że polityka zdecydowanie nie była światem dla niej, to właśnie je otrzymała. Brud, jaki osadzał się na wszystkim, co z nią związane, przesłaniał prawdziwy obraz. Ale teraz doskonale go widziała. I była przerażona.
Nie miało znaczenia, w jakiej partii ci wszyscy ludzie się znajdowali. Mogli nazywać się Hauer, Korodecki lub Chronowski. Nie istniała między nimi żadna różnica.

Remigiusz Mróz w końcu przestał bać się przekleństw! Albo może po prostu nauczył się używać ich tam, gdzie ich miejsce (niczym Stephen King, co mówię z pełną świadomością i odpowiedzialnością!). Ponadto Władza absolutna całkowicie pozbawiona jest sztucznych, encyklopedycznych dialogów, które często się autorowi zarzuca. Tutaj nie ma na to miejsca. Nie ma na to czasu. Akcja pędzi na złamanie karku, wciąż się dzieje, dzieje i dzieje. I to całe „dzianie się” wbrew pozorom nie jest męczące. Autor nie pozwolił sobie na żadne łatwe rozwiązania. Żaden element fabuły nie został pozostawiony przypadkowi. Wszystko było przemyślane (mam wrażenie, że od samego początku cyklu), a każdy wątek domknięto.

Jednak aktualność i prawdopodobieństwo przedstawionego scenariusza jest tak przerażająca, że aż, nomen omen, mrozi krew w żyłach. Każdy, kto ma chociaż najmniejsze pojęcie o sytuacji politycznej w Polsce to zauważy.

Kolejna rzecz, która mnie ucieszyła to pojawienie się Gerarda Edlinga znanego z Behawiorysty – kolejnej pozycji, którą uważam za wybitną w dorobku Mroza. Tym razem pojawił się on jednak na dłużej i odegrał całkiem ważną rolę. Miód na moje serce!

Do czegoś jednak doczepić się muszę. To nie jest tak, że postaci kreowane przez Mroza są papierowe i bez wyrazu. Nie, one mają swój charakter. Ale w konstrukcji postaci wciąż mi czegoś brakuje – tego jednego elektronu, który sprawiłby, że one naprawdę by ożyły. Tak, jak żył Edling w Behawioryście.

– Swoją drogą, jak rehabilitacja?
– Całkiem nieźle – odparł Patryk obojętnie. – A twoja?
– Mnie nic nie dolega.
– Racja. Skurwysyństwo to nie choroba, tylko cecha wrodzona.

Władza absolutna – podsumowanie

Władza absolutna to doskonałe zakończenie serii „W kręgach władzy”. Autor jednak nie zamyka sobie furtki, twierdząc, że może jeszcze kiedyś coś w jego głowie się zrodzi. Podobnie z resztą sytuacja miała się w przypadku serii z Chyłką czy Forstem. Wiele razy słyszeliśmy o tym, że „to już ostatni tom”, a po jakimś czasie pojawiał się jednak kolejny.

Jakkolwiek by nie było, uważam, że „W kręgach władzy” doczekało się wspaniałego domknięcia. Kompletnego. Jest to jedna z najlepiej skończonych serii, jakie dane mi było czytać, obok m.in. Pana Mercedesa Stephena Kinga.

I pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że żadna osoba znajdująca się w prawdziwym polskim rządzie, się Władzą absolutną nie zainspiruje. To byłaby istna katastrofa!


Moja ocena: 9/10

Wydawnictwo FILIA, 2018

Cykl „W kręgach władzy”:

  1. Wotum nieufności
  2. Większość bezwzględna
  3. Władza absolutna

Kolejna książka, która swoje na półce odstała, abym w końcu sięgnęła po nią w ramach wyzwania Trójka e-pik organizowanego na blogu Książki Sardegny.

Kategoria: z polityką za pan brat.

Mam wrażenie, że w lipcu nic mnie nie powstrzyma. Na podorędziu mam jeszcze jedną gotową recenzję, kolejna książka już kończy się czytać, a następne przebierają nóżkami ze zniecierpliwienia. Lipiec na Białych Mebelkach zapowiada się bardzo gorąco. I jeżeli dobrze pójdzie, to w tym miesiącu rozpocznę nowy cykl recenzencki! Nie, nie mam za dużo czasu. Po prostu mało śpię. Lato rządzi się swoimi prawami!