„Noc Sztyletników” – Adam Węgłowski – recenzja

„Noc Sztyletników” – Adam Węgłowski – recenzja

Od wielu lat jestem ogromną fanką świata seryjnych morderców. Czytam, oglądam, zgłębiam psychikę tych ludzi z niesłabnącym zainteresowaniem i fascynacją. Nie jest mi więc obca historia londyńskiego mordercy okrzykniętego przez media Kubą Rozpruwaczem. Zagadka jego tożsamości jest jedną z moich ulubionych zagadek morderczego światka.

Dlatego gdy zaproponowano mi zrecenzowanie książki Noc Sztyletników Adama Węgłowskiego, nie wahałam się ani minuty. Tym bardziej że blurb głosił: „Może tożsamości Kuby Rozpruwacza nigdy nie poznamy?” i zapowiadał akcję osadzoną w centrum słynnych wydarzeń z Whitechapel. I tak też było.

Noc Sztyletników – Adam Węgłowski [recenzja]

Kamil Kord odwiedza swojego dawnego przyjaciela Nikodema Ponara w Londynie w listopadzie 1888 roku, czyli w czasie, kiedy Kuba Rozpruwacz dokonuje najmakabryczniejszych mordów. Sytuacja staje się coraz bardziej napięta, Scotland Yard błądzi po omacku, a nasi bohaterowie rozpoczynają własne śledztwo. W jego toku trafiają na trop pewnego polskiego sztyletnika. I tak naprawdę to o nim, o dawnym polskim powstańcu owładniętym żądzą zemsty, jest ta historia. Sprawa Kuby Rozpruwacza to tutaj niestety tylko tło dla fikcyjnych wydarzeń opartych na historycznych faktach.

Gdy zaczęłam czytać Noc Sztyletników, zachwyciłam się stylem pisania i historyczną wiedzą autora. Nie zdziwiło mnie więc, gdy doczytałam, że Adam Węgłowski jest dziennikarzem (Focus Historia), który zajmuje się historycznymi śledztwami. Jak by nie patrzeć, Noc Sztyletników właśnie śledztwem historycznym jest. I choć na początku byłam zafascynowana wiedzą autora, z biegiem czasu zaczęła mnie ona nudzić…

Monologi, dialogi, wtrącenia – wszystko to zostało nadmiernie naszpikowane historycznymi faktami, które nie tylko spowalniały akcję, ale w wielu przypadkach także nic do niej nie wnosiły. Może dlatego, że nie jestem fanką powieści historycznych, uważam ten zabieg za wadę powieści. Zapewne dla innych, bardziej zainteresowanych taką tematyką czytelników Noc Sztyletników będzie książką bardziej atrakcyjną.

Muszę jednak przyznać, że fabuła stricte kryminalna poprowadzona została w bardzo ciekawy sposób. Intrygi, tajemnice, wciąż piętrzące się pytania bez odpowiedzi i poboczne wątki uczuciowe sprawiły, że nie odłożyłam tej książki, mimo iż czasem się nudziłam. Chciałam po prostu wiedzieć, jak to wszystko się skończy i do czego doprowadzi śledztwo Korda i Ponara. A zakończenie było całkowicie warte (niewielkiego co prawda) wysiłku.

Zmuszona jestem także zwrócić uwagę na fatalne korektę i redakcję tekstu. Akapity rozpoczynające się w środku zdania czy dialogu, źle (albo wcale!) zaakcentowane dialogi pojawiają się naprawdę zbyt często, aby mogło to być niedopatrzenie. O literówkach nawet nie wspomnę. Nie znalazłam jednak informacji, kto się tym zajmował. Czy ktokolwiek zwrócił na to uwagę? Bardzo nie lubię takich rażących niedociągnięć. Pod tym względem jestem czytelnikiem całkiem wymagającym. Uważam też, że dobra książka, a taką bez wątpienia jest Noc Sztyletników, bardzo wiele traci na tego rodzaju niedbalstwie.

Noc Sztyletników – Adam Węgłowski [podsumowanie]

Mimo mniejszych i większych wad uważam, że Noc Sztyletników to dobra książka. Kilka momentów sprawiło, że nie mogłam się oderwać, kilka mnie znużyło – bilans wychodzi jednak na plus. Szczególnie że zakończenie zupełnie mnie zaskoczyło. I właśnie dlatego z niecierpliwością czekam na przesyłkę z Krwią Habsburgów – drugą częścią Nocy Sztyletników, po którą sięgnę z przyjemnością.