Paulina Wróbel – „Tajemnica Sary H.” – recenzja przedpremierowa

Paulina Wróbel – „Tajemnica Sary H.” – recenzja przedpremierowa

Nie często mam okazję pisać recenzje przedpremierowe. Nie do końca nawet wiem, jak je odpowiednio skonstruować. Na moich barkach spoczywa ciężar opowiedzenia o książce tak, aby zbyt wiele nie zdradzić, przemycić w tekście jedynie esencję, która zachęci innych do sięgnięcia po dany tytuł. Cóż… przyszedł czas na recenzję Tajemnicy Sary H., która swoją premierę będzie miała już 6 marca. Do dzieła więc!
Przyznam szczerze, że do debiutantów zwykle podchodzę sceptycznie i raczej niechętnie. Mam świadomość tego, że jest to krzywdzące, bowiem każdy kiedyś zaczynał, prawda? I za każdym razem, kiedy sięgam po debiut tak dobry, jak ten Pauliny Wróbel, marzy mi się, żeby wszystkie pierwsze dzieła tak właśnie wyglądały.
Małgorzata Lindberg to gasnąca gwiazda wielkiego ekranu, która próbuje powrócić na szczyt popularności. Poza tym zwykle trudni się byciem nieznośną, arogancką, wyrachowaną i zimną suką. Małgorzata to typowa, podstarzała gwiazdeczka, która nie umie poradzić sobie z upływającym czasem oraz związanym z nim procesem starzenia. Swoje frustracje wyładowuje na wszystkich i wszystkim, manipulując, wrzeszcząc i zachowując się jak rozkapryszone dziecko. Czegokolwiek by o tej kobiecie nie powiedzieć, pewne jest jedno: Małgorzaty Lindberg nie sposób lubić.
Na skutek pewnego wypadku budzi się jednak w zupełnie innym ciele – ciele młodszym, piękniejszym i posiadającym nieograniczone możliwości. Posiadając swoje wieloletnie doświadczenie oraz piękne ciało, postanawia znów zagościć na wielkim ekranie. Nie będzie jednak tak łatwo, jak mogłoby się wydawać… Właścicielka ciała bowiem wcale nie umarła i nie ma najmniejszego zamiaru zamiaru tak łatwo go oddać.
Kto chociaż raz nie marzył o tym, aby cofnąć się w czasie, zachowując posiadane już doświadczenie i życiową mądrość? Małgorzacie Lindberg poniekąd się to udało, a jej historia pozwala na stworzenie niezwykle zabawnej komedii pełnej absurdalnych perypetii lub egzystencjalnych wynurzeń dotyczących wewnętrznej przemiany. Paulina Wróbel jednak miała wobec nas zupełnie inne plany. I choć historia Małgorzaty Lindberg jest porywająca i niesamowita, stanowi ona jedynie tło, do przedstawienia problemów o wiele poważniejszych. Jednym z nich jest aktualny ostatnimi czasy temat molestowania seksualnego w branży filmowej.
Ale to nie tak, że w historii tej zupełnie zabraknie humoru. Co to, to nie! Jest on serwowany w subtelny, nienachalny sposób. Jest zwyczajny, prawdziwy i przez to jeszcze bardziej zabawny. Autorka nie stara się wywołać śmiechu za pomocą infantylnych dialogów czy wytartych sztampowych tekstów. Ona najzwyczajniej w świecie tworzy sytuacyjny komizm, który jest naturalny, autentyczny i pojawia się dokładnie tam, gdzie jego miejsce.
Jednak to, co w tej książce jest najlepsze, to kreacja głównej bohaterki Małgorzaty Lindberg, której – jak już wspomniałam – nie da się lubić. Jest ona jednak wprawną manipulatorką. Tak wprawną, że manipuluje nie tylko osobami w swoim otoczeniu, ale także czytelnikiem. I tak jakoś z biegiem czasu zaczynamy jej kibicować, gdzieś tak w środeczku, nieśmiało trzymamy za nią kciuki. To właśnie Paulinie Wróbel wyszło w sposób mistrzowski!
Chcecie więcej? A proszę bardzo. Obok świetnego humoru i niebanalnej, wciągającej historii mamy jeszcze kilka duchów, równie nietuzinkowych medium, osobiste tragedie, wielkie miłości i mniejsze romanse oraz wyścig szczurów. Wszystko to osadzone w bezwzględnym świecie telewizji, prasy, internetu, show-biznesu i skandali.
Zakończenie jest dokładnie takie, jakie powinno znaleźć się w książce, która będzie miała swoją kontynuację. I to daje mi nadzieję na to, że to jeszcze nie koniec przygód obezwładniających postaci, nie koniec romansów i karier. Trzymam kciuki za kolejną część, której będę wypatrywać, jak dziecko pierwszej gwiazdki.
Tajemnica Sary H. to książka, która nie tyle wciąga, co pochłania. Od pierwszych stron. Po wizycie kuriera i rozpakowaniu paczki pomyślałam sobie, że „zerknę na kilka pierwszych stron”. Nim się zorientowałam przeczytałam pierwszą setkę na stojąco w kuchni. Najzwyczajniej wsiąkłam. A to jest chyba najlepsze, co książka może zrobić. Tajemnica Sary H. od dziś jest jednym z moich ulubionych debiutów.